::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

wtorek, 30 grudnia 2014

SENS ŻYCIA

Sens życia to na pozór banalna rzecz. No właśnie - na pozór. Każda jednostka indywidualna ma jakiś inny sens. Kiedy jakiś czas temu zapytałam mamę odpowiedziała, że jej zdaniem sensem życia są marzenia. Jeśli mielibyśmy iść tym tokiem myślenia, pomyślmy... jak wielu ludzi nie miało by sensu? Mam swoje zdanie, które może wydawać się nieco mało realistyczne. Zazwyczaj marzenie to tylko moment, jak mieć nowy samochód, ładny zegarek czy skoczyć ze spadochronu. Więc gdybyśmy osiągnęli to wszystko, czego oczekiwalibyśmy od marzeń, doszlibyśmy do wniosku, że nie ma ono już sensu i wszystkie dni byłyby takie same. Więc postanowilibyśmy umrzeć. Czy to jest sens życia? Wątpię.

Moim zdaniem sens życia to po prostu ŻYCIE. Mam tu na myśli oddychanie i funkcjonowanie. Zastanówmy się...

Kiedy jesteśmy mali naszym sensem życia jest przede wszystkim zabawa, dobra czekolada, zabawki z happy meal'a i podwórko. (pozwolę sobie mówić o czasach swojego dzieciństwa). Kiedy chodzimy do szkoły podstawowej sensem naszego życia jest dalej dobra czekolada, gry i lekcje, (powiedźmy)... Kiedy chodzimy do gimnazjum naszym sensem życia jest nauka (nie zawsze), znajomi i udawanie z całych sił, że na niczym nam nie zależy, życie jest do bani, rodzice to siury, a mój kraj taki piękny i pierwsze miłości, tak, to jest sens w gimnazjum. Kiedy jesteśmy w liceum nasz sens nie zmienia się już tak bardzo niż gimnazjalny okres naszego życia. Przede wszystkim zaczynamy wchodzić w sferę prawdziwych (ta zapewne zawsze) miłości, seksualności (co poniektórzy), dobrych imprez i hektolitrów czystej oraz myślenie nad tym jak zrobić by się nie narobić i wyprowadzić się z domu tak by nikt nie truł nam pośladków każdego dnia o każdej porze. Kiedy jesteśmy na studiach sensem jest przede wszystkim próba samodzielności, własny pokój w akademiku, mieszkaniu czy nawet czasami mieszkanie. Nauka i praca, albo praca albo nauka (do wyboru do koloru) oraz próba stworzenia trwałych relacji z partnerem, zakładając, że przez ten cały okres zdążyliśmy już kogoś bzyknąć. Kiedy kończymy studia i zaczynamy pracę mamy mniej więcej gdzie mieszkać, kogo kochać i mieć co jeść, bo to poniekąd ważne. Przez ten cały okres, płaczemy, tupiemy, obrażamy się i krzyczymy, że świat jest niesprawiedliwy. Tylko zastanawia mnie zawsze skąd zdziwienie iż taki jest, skoro nigdy nie był inny? Wracając jednak do głównego wątku...przez ten cały okres staramy się znaleźć sens we wszystkim. Nie zauważamy jednak, że to wszystko to po prostu sens. Odkrywanie go zajmuje dużo czasu, u każdego życie wygląda inaczej. Moim zdaniem, reasumując wszystkie myśli uważam, że sens to po prostu przeżyć. Nie ważne jak, po prostu przeżyć. A najlepiej tak by leżąc na łożu śmierci śmiało powiedzieć - i było kurwa warto. 



Zdaje mi się, że mam logiczne myśli, ale co ja mogę powiedzieć o 1 w nocy dnia sylwestrowego. Kompletnie mało, ale prawdę mówiąc, kogo to obchodzi skoro tak naprawdę - każdy patrzy na świat inaczej. 


Zapomniałam jednak dodać, że sensem życia na pewno jest miłość. Nie jakaś gówniana, tylko taka prawdziwa. Nie mówię tu o przelotnych albo i dłuższych związkach, które kończyły się sprawiając, że nasze życie straciło sens, bo ktoś okazał się zwykłym dupkiem. (kobieta też może być dupkiem). Mówię tu o tym, że budzisz się rano i wiesz, że masz dla kogo wstać. Kiedy kupujesz dwie bułki, a nie jedną kiedy stoicie w sklepie. Kiedy nawet pierdnięcie nie jest dla was wstydliwe. Kiedy znacie całą drogę swojego ciała i kiedy tęsknicie nawet wtedy kiedy stoicie w innych pomieszczeniach. Więc jeżeli szukacie sensu życia, znajdźcie miłość. Jeżeli macie miłość, a nie macie sensu - zmieńcie partnera, bo ewidentnie miłość to to nie jest. Sensem są też ludzie, poniekąd. Bo przecież to oni tworzą nasz świat. 



Dobranoc.




niedziela, 28 grudnia 2014

Tutaj gdzie żyjemy nie ma słońca, Bóg o nas zapomniał

Mama właśnie wbiła do pokoju unosząc się, że czas wyjść z psem. Ale po co z nim iść, jak po prostu nie ma na to ochoty? Nie no, ogólnie wszystko jest ok. Doceniam każdy dzień, chyba się troszkę zmieniam, co jest zasługą tylko pewnego miśka, który dobrze na mnie wpływa, bo przecież albo wszystko albo nic. Dni mijają szybko i zaraz przychodzi czas na sylwestra, Ba! nawet opłacony, także jest okej. Jutro lecim do Warszawy, bo kto bogatemu zabroni? A dzisiaj być może polecę do klubu z Adką, pomimo tego, że nic mi się nie chce. Napisałabym coś dłuższego, ale troszkę mi śpieszno zważając na to, że zaraz idę spotkać się z Adamem na żarło, bo dawno się nie widzieliśmy. Tak więc notka w stylu - pokaże, że żyję. Trzymajcie się kurewki :*

wtorek, 23 grudnia 2014

 Będę trzymał nockę całą

Przygotowania do świąt pełną parą i prawdę mówiąc dalej nie czuje satysfakcji spowodowanej tym, że są coraz bliżej. Pomagam w gotowaniu, posprzątałam w pokoju, wyprowadziłam psa i umówiłam się na 18:30 z Adrianną, bo dawno się nie widziałyśmy. Prezenty pod choinką już leżą i wszystko powinno być w porządku i na szczęście, z czego bardzo się cieszę święta będą bardziej udane niż poprzednie, pomimo tego, że świadomość pewnych spraw jest na ten okres bardzo przygnębiająca. W sumie nie wiem co daje mi siłę i nie wiem czy spotkamy się w niebie. Dzisiaj mój tatko ma urodziny, najlepszy tata pod słońcem i nie chodzi tu o to, że jest mój. Nie ma człowieka wśród moich znajomych, który go nie lubi. Nie raz pokazał mi prawdę życia i uczył jak robić tak by wszystko było dobrze. Nigdy nie pozwolił mi się poddać i jak najlepszy przyjaciel zamiast pogłaskać po głowie po prostu skopał mi dupę kiedy poddawałam się bez walki. Nie raz brali nas za parę, mój dojrzały wygląd i jego młodzieżowy szyk zawsze na to wskazywał. I nie wiem co zrobię kiedy pewnego dnia go zabraknie, nikt nie będzie dzwonił do mnie kilka razy dziennie tylko po to by zapytać - wszystko spoko?. I jak każdy ma wady, nie potrafi przepraszać. Ale kocham go, jak nikogo kurwa innego



Należymy do ulic.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Jak nie wiesz co powiedzieć, to nie otwieraj gęby. Kłapiesz głupim ryjem jakbyś sam był kurwa święty.

Nie rozumiem pewnych sytuacji, które mnie otaczają. Zastanawiające jest dlaczego informacje, które nijak mają się z prawdą wychodzą na światło dzienne. Zbyt często mówimy o tym co nie jest prawdą. Kłamstwo wypowiedziane tysiąc razy nie stanie się nią - jak mówił pewien bardzo mądry człowiek. Kiedy miałam 14 lat, a mój chłopak sięgał już ponad 20 dostałam miano bezczelnej gówniary rodem z piekła od jego kochających go koleżanek, bo jak to możliwe, że dziewczyna z gimnazjum jest w stanie rozkochać w sobie dorosłego mężczyznę. A no właśnie się da, bo od zawsze miałam dojrzalszy umysł co sprawiało, że znajomości z ludźmi tak dużo starszymi to była normalność. Warto zauważyć, że nie mieszkałam na wsi, gdzie takie związki powstawały naturalnie dzięki zrobieniu loda i było normalne, że 12 latka jest z 20 latkiem, a czasami to nawet i lepsze kwiatki wychodziły. Mieszkałam w mieście, on również, blisko mnie, wcześniej się nie znaliśmy, to chyba normalne, kiedy on zaczynał technikum ja byłam jeszcze w podstawówce. Tak czy inaczej, zaczęliśmy się spotykać, spotykaliśmy się i pewnego pięknego dnia wystarczyła jedna krótka alkoholowa posiadóweczka i nagle Klaudia stała się BEZCZELNĄ GÓWNIARĄ. Informacji potwierdzających nie było, ale przecież trzeba to nagłośnić. Tak więc tak mnie nazywały koleżanki mojego wtedy jeszcze obecnego chłopaka. Dzięki szanownym koleżankom rozstawaliśmy się cztery razy. Ale nie skłamię jeśli powiem, że byliśmy ze sobą ponad rok. To dobry staż jak na 14-latkę. No ale nienawiść do mnie zniszczyła związek, ale zapoczątkowała przyjaźń z ex. Nie jest źle, nawet lepiej. Potem minęło kilka, może kilkanaście przelotnych romansów, niestety muszę powiedzieć, że bawienie się facetami to był mój sposób na życie, ale nie żałuję tego. Każdy powinien przejść taki okres by wiedzieć jak wygląda prawdziwa miłość, a nie przelotne zauroczenie, które mija średnio po 3 tygodniach. I byłam nazywana różnie, ale najbardziej utkwiło mi w pamięci jak któregoś pięknego dnia pewnego roku, już mniejsza o to czy było to przed ex czy po, pamiętam jak pewien kolega powiedział mi - że sypiam z kim popadnie. Było zabawnie, wtedy stała dziewica Klaudyna i rozśmieszyło mnie tak bardzo, że popłakałam się ze śmiechu, kolega do tej pory nie zrozumiał sytuacji. Ale każdy się zmienia, prawda? Dla mnie faceci koło dupy latają, jak to się mówi, bo umiem rozpoznać wartościowych ludzi. Wiele się nauczyłam. Wracając jednak do głównego tematu. W wieku 15 lat usłyszałam już lepsze sformułowanie na swój temat brzmiące - Zimna Suka. Prawdę mówiąc - spodobało mi się i często stwierdzałam, że nie mylą się. Na tamten okres czasu było po prostu łatwiej mieć wszystko gdzieś i wyznawać zasadę jebem na to. Coś z zimnej suki we mnie zostało, bo podrywanie facetów wcale na mnie nie działa. Mój przyjaciel Artur dalej twierdzi, że nią jestem. Jednak zaczęłam zwracać uwagę już dawno na cechy na, które przeważnie się nie patrzy jak możliwe ambicje, kreatywność i krótkoterminowe cele. Oczywiście tego jest wiele. Obecnie nie ukrywam iż jestem szczęśliwą kobietą szczęśliwego mężczyzny i broń Boże by to się nie zmieniło. 
Podpisano :
Zimna Suka

niedziela, 21 grudnia 2014

Prowokujesz

Zważając na temat jaki zaciągnęłam z Dawidem i Kamilą postanowiłam napisać notkę o tym, o czym się nie rozmawia, czyli - "Ile mój facet miał kobiet?" Jestem tą kobietą, która uważa, że lepiej żyć w nieświadomości. Kiedy byłam z Radeczkiem, a były to czasy kiedy nie było jeszcze masowego wrzucania wszystkiego na Facebooka zapytałam go po prostu - z iloma dziewczynami spałeś? Odpowiedź brzmiała - trzy. Klaudyna nie mogła jednak zostać bez szoku, więc powiedziała co myśli, jak zawsze zresztą - brzydzę się Tobą i związek troszkę później się skończył. Teraz przeżywam jeszcze głębszy szok kiedy mój rozmówca stwierdził, że spał z pięcioma swoimi dziewczynami, ale ogólnie spał z trzynastoma panienkami. Jak w ogóle można mieć takie podejście do zbliżenia między dwoma stronami? Jak można traktować seks jak zwykłą rzecz, dobrze, no może jest zwykła, ale zwykła niezwykłość to lepsze określenie na nią. Zawsze wydawało mi się, że kochanie się to moment pewnych zależności sytuacji i przywiązania, oddania cząstki siebie i nie tylko. A tu proszę, pojawia się taki ktoś, kto wydymał trzynaście dziewczyn i wielce zadowolony ze swojego osiągnięcia. Kamila ma rację mówiąc, że powinien zaspermioną prezerwatywę powiesić na ścianie, dodać zdjęcie owej dziewczyny obok. Ja osobiście od siebie dodam, że powinien jeszcze postawić świeczki i codziennie modlić się, by było ich jeszcze więcej. Moja postawa wobec kumpla? Prawdę mówiąc, nie mam z nim nic wspólnego w kwestiach relacji damsko-męskich, ale od razu poinformowałam go, że zaśmiałabym mu się w twarz gdyby próbował cokolwiek zdziałać. No więc kolega chyba nieco oburzony, ale oczywiście zaśmiał się - daj buzi, ale Klaudyna nie była dłużna i powiedziała - "pomyśleć o 13 panienkach, którym sprawiałeś przyjemność, to dzięki, buzi lepiej nie haha". Ogarnęło mnie obrzydzenie tak wielkie, że nie jestem w stanie w ogóle o tym myśleć. Wracając jednak do kluczowej kwestii jak to jest, że są tematy na których informacji nie chcemy uzyskać. Jak informacje na temat liczby kobiet które posuwał nasz facet. No tak, nazwijmy rzeczy po imieniu - ruchał jak dziki. Osobiście, gdyby mój facet popełniłby ten błąd zatrzasnęłabym za sobą drzwi, spaliła wszystkie mosty i spytała - nie odnosisz czasem wrażenia, że jesteś chujem?

sobota, 20 grudnia 2014

Czarna sobota, flaga w połowie masztu

Jak często chcemy wrócić do tego co umknęło nam z rąk? Do czegoś co w pewnym momencie sami wypuściliśmy. Jak znajomości, które nagle się zakończyły. Każdy z nas takowe ma. Przyjaciół, którzy przestali nimi być. Siadasz czasami w łóżku, widzisz nowe zdjęcie na Facebooku i myślisz - "dlaczego to się skończyło?" i właściwie wiesz, ale nie chcesz wiedzieć. W większości razy to Twoja wina, ale nie zawsze. I próbujesz napisać do tej osoby, zagajasz rozmowę na siłę otwierasz siebie i rozmówcę i wtedy przeżywasz szok - ta osoba nie jest już taka sama. Ani Ty, ani Ona. Więc stwierdzasz, że to bez sensu i umywasz ręce. Przecież miało być dobrze. No ale nie jest. To jak związki, do których nie wchodzi się dwa razy, bo poziom wody znacznie się podniósł czego rezultatem jest zalanie wszystkie wokół tak bardzo, że niszczy się cała otoczka naszej osoby i najbliższych nam ludzi. Ktoś powiedział - polak potrafi. Więc musimy pokazać, że rację twierdził. Człowiek jest szczęśliwy kiedy zdobył co miał, także do dzieła! 

piątek, 19 grudnia 2014

To wielka strata, jak brat traci brata

Widzisz cały ten świat i nie chcesz na to patrzeć. Zamykasz oczy i udajesz, że jest jak zawsze. Udajemy ślepych, często też głuchoniemych. Ukrywamy prawdę głęboko w sobie i silnie walczymy z nią by nie wydostała się na zewnątrz, ale kiedy już uznajemy, że czas najwyższy ujrzeć prawdę staję się ona nieprawdziwa, więc szukamy nowej i ciągle to samo, raz jeszcze i raz. I błądzimy tak w kółko, a wystarczy widzieć prawdę i mówić o niej, tylko ludzie tego nie rozumieją. Społeczeństwo przyzwyczaiło się już do nieumiejętnego oceniania sytuacji w naszym życiu. Banały wywołują płacz, nerwy traci się przez głupoty, a to co ważne ucieka nam przez palce. Chociaż, czy aby na pewno? Myślę, że przechodzi niezauważalnie obok. Warto się obudzić, obudzę was gdy wstanie nowy dzień, obudzę was, byście nie żyli w nieświadomości błędów jakie popełniacie. Nikt nie jest bezbłędny, ja także nie, ale przeraża mnie to jak bardzo ludzie zamknięci są w swoich kokonach w obawie tego czym jest szczerość. Życie karze pozbierać myśli i biec tak by nie było  nam wszystko jedno. Mówiąc o kokonie...każdy mur kiedyś runie, każdy kokon w końcu pęknie. Szok, jaki wtedy przeżywamy to rewolucja, która sprawia, że tracimy ochotę na cokolwiek, niezależnie od tego czy jest to dobre, czy też nie, bo po prostu tak jest i nie ma na to wyjaśnienia. Stawiamy chwiejne kroki, bo kłamstwo jest kruche i nie bez powodu mówi się, że ma krótkie nogi. Poddajemy się, bez walki, co sprawia, że już z miejsca stajemy się nikim więcej jak nieudacznikiem. A wystarczyłoby wspiąć się na wysoki szczyt naszych możliwości. Jestem pewna, że kiedy będziemy myśleli, że już więcej nam się nie należy - dostaniemy więcej, że gdy w momencie zbliżania się do szczytu on będzie piął się jeszcze wyżej, tylko po to by pokazać, że jesteśmy warci coś więcej niż cały ten pieprzony świat.

czwartek, 18 grudnia 2014

Wszyscy mamy biało-czerwone serca

Ostatnio zobaczyłam, że dzięki mojej polonistce wzbudziło się we mnie docenianie naszej ojczyzny. A dzisiaj to wszystko przeszło samo siebie. Na polskim Pani Dorotka puściła nam nagranie z przedstawienia, które w ubiegłym roku wystawiało pewne gimnazjum. Wyobraźcie sobie filmik, który trwa prawie 25 minut. Dźwięku prawie nie ma, wszystko trzeszczy, jakość straszna. Typ filmiku, który na Facebooku ominęlibyśmy szerokim łukiem. Ale cała klasa siedziała na ławkach i oglądała z zaciekawieniem. Nigdy żaden film nie podziałał na moje emocje, jak ten. Siedziałam z ciarkami na rękach, nogach i całym tułowiu. Gdybym potrafiła płakać w miejscach publicznych - płakałabym tak samo jak kilka osób z mojej klasy. A kiedy słyszałam muzykę taką jak mury dosłownie łzy w oczach. Na koniec już myślałam, że naprawdę się popłacze kiedy poleciała piosenka "Eldo - nie pytaj o nią", jak widziałam emocje na twarzy mojej polonistki, która oglądała to pewnie po raz setny, jej ruchy i gesty i moment kiedy zaczęła rapować nam tekst całej piosenki...nie umiem określić tego widoku. To po prostu trzeba byłoby zobaczyć. Nie chodzi o chwilowe zamiłowanie patriotyzmem, bo w moim sercu zawsze ono było, ale teraz dostało przysłownego kopa w dupę i biegnie twardo przed siebie. Gdybym miała możliwość zagrania w takim przedstawieniu, nawet bym się nie wahała. Gra aktorska na 6. Jako osoba mundurowa, kadetka szkoły mundurowej nie umiem określić postawy ludzi których widuję. Pędzenie za pieniędzmi i brak chęci powrotu do domu, do naszej Polski. Jak to możliwe?

środa, 17 grudnia 2014

GOOOOOOOOOOO

Ostatnio nic konkretnego nie było, może to pogoda, może senność, prawdę mówiąc do końca sama nie wiem. Zbliżają się święta, okres którego tak bardzo nie lubię od tych kilku lat. W ogóle ich nie czuje pomimo tego, że mama kupiła już nawet świniaka i zrobiła z niego mięso. W tym roku wigilia u nas i co? mam skakać z radości, że zjedzie się cała rodzina i będzie wisieć mi w pokoju, bo tak? Może to fajny okres, ale nie dla mnie. Pozorne uśmiechy i udawanie, że wszystko jest w porządku. A przecież wszyscy wiemy, że tak nie jest. Dzielenie się opłatkiem i wydawanie grubych pieniędzy na prezenty, które w większości przypadków nawet nam się nie podobają. To działa oczywiście w dwie strony. Ile razy nie dostaliście tego czego chcieliście lub dostaliście coś co leży w kącie kolejną zimę? No właśnie. Świadomość, że jedna strona rodzinny zawsze cierpi wcale nie ułatwia przeżycia tych kilku dni. Potem jednak nadchodzi moment sylwestra, rozpoczęcie nowego roku i kolejne obietnice, że akurat w tym będzie lepiej. Ale i tak nie jest lepiej, chociaż wierzymy i krzyczymy po pijaku, że tak ! NOWY ROK NOWE MOŻLIWOŚCI, ale gruba prawda. Przychodzi kolejny dzień i każdy wraca do swoich zajęć, a przecież sobie obiecaliśmy...no właśnie. Widocznie ludzie nie są w stanie tak do końca dotrzymać obietnic, ale mówi się trudno i żyje się dalej. Przynajmniej sylwester to dobry moment na rozpoczęcie czegoś nowego lub zakończenie tego co jest nam już zbędne. Dlatego czekam na ten trzydziesty pierwszy grudzień, aby móc ścisnąć rękę mojego szkarba i pójść do przodu, bez względu na wszystko. Bo po co poddawać się, ot tak?

niedziela, 14 grudnia 2014

Póki walczysz, jesteś zwycięzcą

Powiem tak, czasami w najmniej niespodziewanymi momencie dostajemy szansę od losu na lepsze jutro. I tylko od nas zależy czy tak naprawdę wykorzystamy sytuację w stu procentach, bo jakby nie patrzeć ludzie mają to do tego, że nie zauważają najważniejszych szczegółów, skupiają się na tych mniej ważnych zatracając się w nieszczęściu. A przecież można zrobić tak niewiele żeby było dobrze. I właśnie dziś zrobiło się dobrze, jeszcze lepiej niż było. I nie ubolewam, pomimo tego, że straciłam ulubioną koszulkę na rzecz srebrnej bransoletki. No ale ta bransoletka odmieniła moje życie. Mniejsza o to. Zastanawia mnie tylko jedno, czy będąc szczęśliwym można ranić kogoś innego? Kurde, prawdę mówiąc kiepsko czuję się z tym, że innej osobie pęknie serce jak tylko się dowie. No ale, może warto teraz zawalczyć o siebie, nie tylko o innych? Całe życie na coś czekamy, na wszystko, na deszcz kiedy susza i na suszę kiedy deszcz. Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził, fakt. Dzisiejszy dzień spędziłam na spaniu i jedzeniu pizzy, kto by pomyślał, że tak to się skończy. Dobra, ja. 



14.12.2014 ♥

CUDOWNA DATA, ŚWIETNEGO DNIA




a wszystko zaczęło się jakiś czas temu....

piątek, 12 grudnia 2014

Karzą normalnym być

Każdego dnia budziłam się z dylematem co teraz. Lecz najgorsze co może być, to bezsilność, kogoś obojętność, a jak masz te dwa to ogólnie mówiąc, masz przejebane. Nienawidzę uczucia bezradności, to chyba gorsze niż chęć zrobienia kupy w momencie gdy nie ma gdzie. Ale jest lepiej i w sumie dalej czekam na niedzielę. Nie wiem o czym pisać, w sumie ostatnio nie mam pojęcia co się dzieje.




"Żyletką boli, w rzece puchniesz, kwasy plamią, a gaz cuchnie, pęka sznur, chce się wyć - nie ma wyjścia muszę żyć."

środa, 10 grudnia 2014

Dam Ci wszystko to co lubisz, ale siebie dam po ślubie, ha!

Co mam powiedzieć kiedy zapytają jej rodzice? ze palę trawkę? Tfu. Więc powiem tak, gotuje się we mnie jakaś obca osóbka, bo szkarb śpi, a ja siedzę tutaj, listę cukrów na jutro wydrukowałam i zamulam. Ogólnie rzecz biorąc to idę jutro do lekarza, szkoła idzie w odstawkę, a plany na sylwestra wstępnie znam. Tak więc prawdopodobnie, podkreślam "prawdopodobnie" spędzę go z moim kochaniem u Patrycji wraz z Justyną i jej Adrianem oraz fajną paczką. I zapowiada się naprawdę ok, chociaż co będzie to będzie. Odliczam dni do niedzieli, jeju chyba nigdy nie wyczekiwałam tak dni. Tak więc idę do wanny, do łóżka i czekam. Bo jak tu nie czekać?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Dałam Ci siebie

Jestem tu, całkiem mała. 
Ty jesteś obok, całkiem duży.
Wiem to. 
W każdym tego słowa znaczeniu. 
Wzdłuż, wszerz, pod każdym kątem. 
A teraz jestem tu.
A Ty jesteś tam.
I przez to czuję się jeszcze mniejsza.
Ale jest lepiej.
Chociaż dzień bez Ciebie, to jak tydzień na pustyni.
Bez wody.
To takie dziwne uczucie. 
Mieć kogoś, ale nie mieć.
I powiedź mi kochanie jedno.
Mam Cię?

niedziela, 7 grudnia 2014

Zapomniałam sen o przeszłości

Jest tak, że on nie słucha czasem mnie, a ja produkuje się. On spałby cały dzień i nie reaguje kiedy mówię - śniadanie do łóżka? Narobił ran na twarzy, bo tak mu się podobało. Dobra - mi też się podobało. Więc skoro obojgu nam się podobało to postanowiliśmy postawić na swoim. I było fajnie, naprawdę fajnie. Następnie dostałam godzinnego moralniaka, który wpłynął na mnie bardziej niż jakikolwiek inny, który dostałam w życiu. I tak zdałam sobie sprawę, jak to powiedział Patryk, że moim masochistycznym narzędziem jestem ja i to ja widzę problem w swoim wieku kiedy poznaje ludzi i że nie powinnam tego ukrywać. Także nie ukrywam już nic, bo więcej łez nie chce widzieć, tak? Jestem szczęśliwa jak sukinsyn, bo czemu mam nie być? Czekam, bo mam czekać. Obiecałam. Mam w głowie zamęt, bo wszystko dzieje się tak szybko. I pojawia się we mnie taka iskierka. Iskierka nadziei, że będzie lepiej, o wiele lepiej niż było. Że jest ktoś, dla kogo jestem tak ważna, że jestem jednym z priorytetów. I ktoś mówił tu o odległości? Jebać odległość. 

piątek, 5 grudnia 2014

Unieś kieliszek w górę!

Chcesz wiedzieć co u mnie? Całkiem nieźle. Pojawił się ktoś, kto jest dla mnie ważny. To całkiem dobre uczucie - jak tak długo miałaś w dupie wszystko i wszystkich. Kiedy każdy facet to był facet na chwile. Po co się angażować? Pobaw się - mówiłam. No właśnie, ale czas przeszły, więc jest właśnie ten moment kiedy powinnam przystopować. Usunąć się z życia wielu ludzi po to by choć na chwile iść gdzieś dalej, z kimś innym obok. To warto, chyba warto. Najwyżej się przejadę tak, jak inni przejeżdżali się po mnie. Takie losy. Gdybym miała napisać książkę coś w stylu - "dziennik życia gówniary", to chyba bym się na niej nie podpisała. Ba! jeszcze by wpadła w ręce mojej mamy i szlaban na całe życie murowany. Gdyby wiedziała o wszystkim - zabiłaby mnie. Pamiętam te chwile które były, często je wspominam. Kiedy człowiek zgubi się w takim gąszczu, czasami zajmuje mu dłuższą chwilę, nim uświadomi sobie, że się zgubił. Bardzo długo jesteśmy przekonani, że zboczyliśmy ze ścieżki tylko odrobinę, że już lada moment znajdziemy się z powrotem na szlaku, a potem przychodzi jedna noc za drugą i nadal nie mamy pojęcia gdzie się znajdujemy. I wreszcie musimy przyznać, że tak daleko odeszliśmy od ścieżki, że już nawet nie mamy pojęcia po której stronie wschodzi słońce.

czwartek, 4 grudnia 2014

Nie chce wracać i w sumie nie wiem co tu robię, bo jak coś robię źle, to nie ja - a ten drugi człowiek. 

Doświadczasz czegoś potwornego, upadasz i krzyczysz. Znajdujesz się w labiryncie bez wyjścia. Błądzisz i szukasz, a żaden spotkany człowiek nie powie Ci prawdy. Patrzysz jak ludzie kolejno giną, chorują i umierają, płaczą i rozpaczają. Zachowujesz ich w pamięci, ale nikt nie jest idealny i ta pamięć w końcu mija. Bijemy się w pierś, że przecież miało być lepiej. Przekraczamy pewien próg, które ustawiło społeczeństwo - przeskakując lub przechodząc. Ślizgamy się na ziemi, chociaż nie ma na niej lodu. Kolejny dzień nas budzi i wszystko wraca do starego schematu, który obraliśmy. Czasami warto zahaczyć się o coś tylko po to by móc wrócić i to poprawić. Nie dowierzamy, kiedy nie chcemy. 
***
Dzisiejszej nocy ciężko spałam. Po rozmowie szybko zasnęłam, ale budziłam się parę razy. Kiedy po raz kolejny otworzyłam oczy, a za oknem widniała ciemność - spojrzałam na zegarek. Było lekko po 4. Wstałam do łazienki, potem do kuchni tylko po to by napić się i namoczyć podniebienie. Ostatnie dni mijają dziwnie, są pełne wkurzania i szczęścia pomieszanego ze zmęczeniem, które jak już wspominałam w poniższych notkach jest wywołane gadaniem nocnym z Patrykiem jak i męczącą pogodą. Co raz częściej zdarza mi się pomyśleć - "chyba nic dobrego mnie już nie spotka". Właściwie to nie wiem dlaczego ogarniają mnie takie myśli. Ciekawo czy życie samo w sobie potrafi wprowadzić obłęd w oczach? Czy strach sprawia, że mur naszej upartości upada? Zupełnie tak jak więźniom strajkującym w 1989 roku, kiedy nie spełniono obietnic, które im obiecano. Poszukuję zmian, chyba. Może właśnie dlatego codziennie mój pokój dostaje ode mnie coś innego? W moim pokoju nawet nie mam zasłon, czy to oznaka, że nie lubię zamykać się na świat? Nie potrafię od tygodnia napisać tu czegoś konkretnego. Kiedy mam już jakieś przemyślenia - uciekają mi słowa. Kiedy już piszę, te słowa przestają mieć sens. Obrałam jakąś drogę swojego życia i twardo po niej idę, na przekór wszystkim. Bo jeśli zaistnieć to tylko przez szok ludzi, bo czemu by nie? Jeżeli udało mi się wyleczyć z nie udanego związku, który był swego rodzaju dziwną patologią to mogę wszystko. Wiem, że niektórych ludzi trzeba zrzucić z mostu tylko po to by móc za nimi skoczyć. Osoby w moim życiu potrzebują chyba potwierdzenia tego, że jestem. Ale ostatnio mnie nie ma, ich nie ma i życie toczy się dalej. Jakby nie patrzeć z samopoczuciem najgorzej zatrzymać się w połowie.



wtorek, 2 grudnia 2014






Shut up I wear heels bigger than your dick






Tańcz, skacz, walcz

Rzekłabym, że dzień jak co dzień, ale skłamałabym. Ledwo wstałam, to te rozmowy nocne i pisanie wartościowych sms'ów tak bardzo mnie męczy. Próbuje zasnąć, a nagle dostaje kolejnego sms'a i kolejnego. Potem jeszcze jeden i jeszcze. I ja tak mimowolnie wtedy spoglądam na te wszystkie literki, które ze zmęczenia biegają po całym ekranie i zastanawiam się co odpisać i powoli odpływam. Ale odpisuje zawzięcie i kładę się o dwudziestej drugiej, a zasypiam o pierwszej. Potem czytam te sms'y, bo sprawiają mi mega przyjemność i dzień mam udany, pomimo tego jak ciężko jest mi dnia następnego wstawać. Dzisiaj dzień jednak był krótki, od 8:15 do 12 - powiedźmy. Żadnych sprawdzianów czy kartkówek. Luźny dzień, taki w sam raz. (nie na raz). Ale muszę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, a dawno już taka nie byłam. Jestem dobrą wiceprzewodniczącą i dałam radę pokonać przeciwności. Z tych przykrych rzeczy, bo nie zawsze może być kolorowo jest fakt, że kilka osób o mnie zapomniało. Pomimo tego jak wiele czasu im poświęcałam. I to takie przykre, cholernie przykre. 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ot tak, po prostu.

Siedzisz, ot tak - po prostu. Nagle dostajesz wiadomość, zwykłe nic nie znaczące - hej. Myślisz - jeju kolejny. Ale odpisujesz, przecież kultura tego wymaga, prawda? Odpisujesz, szybka wymiana numerów, wbrew sobie - ale przecież jest nudno. Najwyżej zablokuję - myślisz. I piszecie. Ot tak, po prostu - godzinę, dwie, pięć, dzień, dwa i tydzień. Wymiana poglądów, myśli i angażowanie, przecież wbrew sobie. Nie angażować się - powtarzasz. Nie angażować - krzyczysz. Ale Twój umysł nie słucha, umiejętnie wplątuje się w dziwną znajomość. I zmieniasz się, czasami na lepsze, czasami na gorsze. Odbierasz telefon i dzwonisz kiedy się da. Czekasz i oczekujesz. Pragniesz i interesujesz się coraz bardziej i tam, głęboko w głowie świeci Ci się żarówka na której widnieje napis - "To w końcu się skończy". Ale Ty masz nadzieję, że nie. Nie interesuje Cię nic - tylko on. Od teraz, od wczoraj, od zaraz. Wiesz, że pragniecie się równie bardzo. Chwilę bez siebie to czas stracony. I wieczorem dostajesz wiadomość, ot tak po prostu, że pragnie, że chce, że byłby obok gdyby mógł. I wierzysz i ufasz, bo czemu masz nie wierzyć? Uśmiechasz się gdy zasypiasz i uśmiechasz się gdy wstajesz. On jest - wiesz to. I marzysz by leżał obok, całował po szyi, bo nie ważne kim jest, ważne, że po prostu jest. Motylki wyjadają Ci brzuch tylko dlatego, że masz świadomość, że któregoś dnia to się stanie, albo wszystko pryśnie jak bańka mydlana. Ot tak, po prostu.

***
Ostatnie dni mijają wyjątkowo, chociaż za każdym dniem stoi coś innego. Pomimo tego, że dzisiaj nie czuje się najlepiej i humor też mi nie dopisuje to jestem szczęśliwa. Może nie jakoś przesadnie, ale jestem.


 █▬█ █ ▀█▀

Znajdź