::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

środa, 28 stycznia 2015

Nie jestem miłą dziewczyną, nie przepraszam.

Gdyby ktoś zapytał mnie czy jestem miłą dziewczyną - zaśmiałabym się tej osobie w twarz. Miłą dziewczyną? nic podobnego. Czasami jednak słyszę, że jestem zimną suką. No cóż, troszkę? W sumie co człowiek to definicja. Ja nie jestem miłą dziewczyną. Nie płaczę po złamanym paznokciu, nie przewracam oczami kiedy ktoś mnie za coś wini oraz nie sikam na fakt iż jakiś mężczyzna zwrócił na mnie uwagę. Jakoś mnie to nie kręci. Natomiast lubię czystą, wspólne noce, dobre imprezy i gnojów. Niestety. Przysłowiowa zołza nie kręci siebie lecz ludzi, którzy ją otaczają. Owszem, nie ukrywam iż mam wiele z miłej dziewczyny. Łatwo mnie zranić, płaczę gdy ktoś płacze, jak się przywiążę to ciężko mi uciec i tak dalej. Co prawda w jakiś sposób wychowuje faceta z którym coś mnie wiąże, ale on również wychowuje mnie. To takie działanie w dwie strony. Żyję swoim życiem, on swoim i tak co jakiś czas lądujemy w jednym i tym samym miejscu nie mogąc się nacieszyć, ale nie o moich relacjach miałam pisać. Mam wrażenie, że teraz nie ma kobiet pomiędzy rubryczką - miła dziewczyna, a kurwa. Powiedziałabym, że albo jesteś jedną albo drugą. Tak zachowuje się 95% młodego społeczeństwa. A wszystko to pokazują nasi znajomi i informacje w internecie. Życiowa porażka. Faceci wcale nie są lepsi. Zastanawiające jest jak można być z kimś ponad rok, a potem stwierdzić, że było się dla seksu, nie kocha się i wrzucić wiązankę słów. Czemu faceci pomimo, że tak nie myślą, zawsze na końcu związku starają się najbardziej zranić? To nieco zabawne, że rok udaje się swoje uczucia. Nie wiem jak to działa, nie jestem facetem - pomimo, że często myślę jak facet. Nie spodziewam się cudu, bo często zachowanie kobiet w stosunku do facetów zamiast przyciągać to odpycha. Wydaje się nam wtedy, że to facet jest głąbem. Lecz prawda jest inna. Czym bardziej my chcemy go mieć, to tym bardziej on nie chce mieć nas. Dlaczego kiedy chcesz kogoś mieć, jesteś sama? Bo chcesz, faceci to czują. A dlaczego kiedy jesteś z kimś, to nagle drzwiami i oknami? Bo jesteś czymś co trzeba zdobyć. Nigdy nie możesz pokazać prawdziwemu mężczyźnie, że jesteś jego. Nawet będąc w związku musisz prowadzić swoje życie, spotykać się ze znajomymi i na sto procent nie trzymać go na krótkiej smyczy, bo czym krótsza ona jest, tym bardziej facet się szarpie. I broń Boże nigdy nie karz mu być dla Ciebie cudownym, oni nigdy tacy nie będą. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Don't let me down

Weekend zaliczany do udanych, naprawdę. Piątek co prawda spędzony na wielogodzinnym oglądaniu filmów tylko po to by przyszła kolej na sobotę, ale nie narzekam, bo nie oglądałam jakiegoś szajsu. Prawda? Tak czy inaczej mama zdecydowała się jechać do Sopotu więc pusty dom był pewny i co prawda nie zmieniło to nic, to jednak świadomość wolności bycia w domu to całkiem dobre uczucie. Tak czy inaczej nadeszła sobota i o godzinie 9 zapiał budzik. Szybkie ogarnięcie się i jazda na dworzec. Byłam punktualnie, 5 minut czekania i uśmiech na twarzy. Dotarł. 
Szybkie przywitanie i jazda do domu. Posiedzieli, pogadali i Patryk zasnął w moim łóżku - taka była umowa, a ja kulturalnie oglądałam film, aż przyjechała Justyna. Zrobiła mi jajecznicę - kochana. Rozłożyłyśmy stary materac i zaczęłyśmy oglądać film. Mniej więcej przed 15 szanowny Pan Niedźwiedź wstał i położył się obok. Obejrzeliśmy końcówkę filmu. I Justyna zrobiła jajecznicę ponownie, tym razem dla całej trójki. Potem ogarnięcie raz dwa i przyjechał tatko, więc Dżastin pojechała do domu, a my we trójkę ruszyliśmy do Danusi - "przyjaciółki" mojego współtwórcy. Siedzieliśmy, zjedliśmy obiad, pośmialiśmy się, obejrzeliśmy klęskę, a właściwie pół meczu Polaków z Danią w piłce ręcznej i tato odwiózł nas do domu. Patryk rozścielił materace z mojego łóżka w salonie, położył poduszki, kołdrę i położył się z nadzieją, że coś obejrzymy na TV. Najpierw jednak poszłam się myć. Wyszłam z wanny, położyłam się obok, oglądamy film, mija 10 minut i film się zacina, potem godzina próbowania włączyć go na telewizorze i niestety nic. Znów włączyliśmy i nawet go nie oglądaliśmy....(pip pip cóż...). No ale minęła ponad godzina i włączyliśmy na laptopie, byliśmy jednak tak wykończeni, że po 30 minutach filmu stwierdziliśmy, że idziemy spać. Obudziłam się jakoś po trzeciej, bo było mi tak zimno, że masakra, a ciągnąć kołdry od szkarba nie chciałam, to pobiegłam do sypialni mamy i zabrałam jej. O 9:30 i tak obudziłam się w ramionach mojego mężczyzny i poleżeliśmy w łóżku do godziny 11. A właściwie to ja po 11 wstałam się ogarnąć i umyć, a on 15 minut przed ponownym przyjazdem mojego taty. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy na mój rodzinny obiad. Oczywiście rezultat tego był taki, że była cała rodzina, ale jedyne co Patryk stwierdził - to, że mam super rodzinę, rodzinę wariatów. Oczywiście również nie obyło się bez tysiąca zdań na temat seksu. No ale taka już moja rodzina, o 14:30 pojechaliśmy na dworzec, a o 14:58 autobus ruszył i Patryk pojechał do domu. Wróciłam do swojego, szybkie spakowanie i sru do Justyny. Z Justyną wybrałyśmy się na domówkę, ale prawdę mówiąc, pobyłyśmy tam jakieś 2 godziny i stwierdziłyśmy, że chujnia bez bombek i spadamy, bo zdecydowanie film będzie lepszy. Nie twierdzę, że było jakoś koszmarnie, ale każdy zachowywał się strasznie indywidualnie i pomimo dobrej muzyki i tańca - nie było mega. Więc piechotką wróciłyśmy do Kleosina, chociaż najlepsze w tej domówce było to, że przez godzinę szukałyśmy bloku. Tak czy siak wróciłyśmy, pogadałam godzinę z mamą Justyny i poszłyśmy oglądać film i gadać z Patrykiem przez telefon. Po północy poszłyśmy spać i wstałyśmy po 11. Wróciłam do domu i o to jestem. Kto bogatemu zabroni? 

piątek, 23 stycznia 2015

























DO ANIOŁKA MI DALEKO

KSIĘŻNICZKĄ SIĘ NIE URODZIŁAM

SKARB ZE MNIE ŻADEN

TAK WIĘC ZOSTAŃ - PRZY MOIM IMIENIU

























Jakby ktoś kradł mi tożsamość

Czasem czuje się dziwnie. Jakbym grała rolę w jakimś filmie. Jakby ktoś z góry pociągał moje ciało sznureczkami. Jakby to ktoś inny decydował czy tańczę. Czuję się jak element nieskończonej układanki. Wtedy zaszczuty jak pies czujesz, że czegoś Ci ubywa. Na zostanie sobą mamy tylko jedną szansę. A następnego dnia budzisz się i wszystko jest w porządku. Pozwoliłam decydować za siebie komuś innemu - zagubiłam tak własną tożsamość. Zapłaciłam miesiącem czasu by ją odzyskać. Nie wiedziałam jaki jest mój ulubiony kolor. Nie potrafiłam dobrać ulubionego smaku, a wstawanie to był koszmar. Podejmowałam decyzję zbyt pochopnie i nie wychodziłam z domu. I nie umiałam skumać, czemu tak być musi. A teraz na przepraszam jest za późno i to już nie wróci. I za jakiś czas w obcym mieście przeklnę go. Nie mam już ochoty liczyć starych poświęceń. Żałuję, że straciłam z oczu piękno naszego oboje. Nie wracam już do miejsc, które przywołują Ciebie. Bo teraz moje, nie nasze jest powietrze. Już trochę za późno na wybaczenie. Brak czasu na powroty i jednak do Ciebie przestałam mówić szeptem. Pragnęłam zrozumienia w całości, bo rozumiejąc z całości innych jedynie - mniejszą lub większą - część siebie przywiązujemy formalnie, bądź nieformalnie - do ludzi, którzy sumując się spełniają swoją tożsamość. 

Znalazłam swoją tożsamość w pewnej osobie. 
I jestem szczęśliwa. 
Po prostu.


czwartek, 22 stycznia 2015

Czasem jest mi wstyd, ale ciągle myślę o tym

Mija kolejny dzień, kiedy zapada zmrok. Ja coś znów spierdoliłam i znów wkurwia mnie to. Wielu nie wie jeśli mi coś nie wyszło, wstaje nowy dzień, mi znów kurwa jest przykro. Kolejny raz piłam i to nie za swoje. Kolejny raz kogoś poznałam, znów się boje, bo Ci faceci, kiedy już się zwiążę, to zawsze mam z tym jakiś problem, czaisz? Kolejny raz kiedy zaczyna zależeć. Nie wiem, chyba to coś jest we mnie. Może to alkohol chociaż w miarę jest w porządku, ale myślę, że odziedziczyłam to po ojcu. Ale nie żałuje, wiesz? Każdy popełnia błędy. Przeżyłam więcej niż nie jedna w moim wieku, zrozum. Chociaż nie ma co się chwalić, cała prawda z bloku. I wiesz zostało trochę we mnie z tamtych czasów. Dalej mam te myśli, jeszcze czasem kogoś przekręcę. I wkurwia mnie to, po przez tamten okres są ludzie, którym dalej jestem krewna te pieniądze. Są ludzie, których nie chce spotkać, bo się wstydzę. Nie chce patrzeć im w oczy po tym wszystkim co zrobiłam. Chodziły po osiedlu ploty, nadal chodzą. Każdy wie po swojemu jaka jest Klaudia, a ja się wkurwiam o to, chociaż nie wiem skoro sama dałam im powody. Czasem jest mi wstyd kurwa, ale ciągle myślę o tym.
Przyszedł czas, już czas najwyższy. Pokazać całą prawdę niech to każdy usłyszy. Nie ma czym się chwalić, za to się wstydzę. Możesz pomyśleć o mnie różnie, ale kurwa to przeżyłam. Każdy przypał, przekręt, porażkę, pamiętam każdą akcję, nawet te nie tak ważne. Ile razy w nocy myślę o tym wszystkim, szczerze to mam wyjebane na to co pomyślisz. Kiedyś nie obchodziły mnie uczucia innych. Potrafiłam zranić, myślałam, że jestem silna. Zawsze kolejny dzień bym dobrym dniem. Kiedyś raniłam, teraz wszystko jest przeciwko mnie. Staram się nie okazywać uczuć nigdy. I wiem, że to wszystko mnie bardziej niszczy. I nic się nie zmieniło, latam za kasą, bo powiedź jak bez hajsu mam trzymać fason. Mam te myśli, rozkręcić dill pod blokiem. A tu nie jeden by kurwa pił pod blokiem. I najgorsze jest to, że też się wciągam. Chciałam się ogarnąć, ale wciąż nie umiem dostrzec dobra. Nikt o tym nie wie, chciałam wszystko skończyć. Kartka, długopis, łzy napełniają oczy. Miałam dość, pisałam ostatni raz, wiesz? W żeby nikt nie widział, spaliłam kartkę. Było na niej więcej, niż teraz słyszysz. Jednak wiesz? udało mi się ogarnąć myśli. Pamiętam jak mówiłeś, przyszedł czas to pieprzyć. Ale widzisz? 
~Bonson/Klaudia

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I takim to ładnym akcentem zaczęliśmy tą notkę. U mnie jest w porządeczku, naprawdę. Cały czas coś się dzieje, teraz takie ładne 3 tygodnie ferii. Czekam do weekendu, żeby mój mężczyzna przyjechał i spał obok. W sumie, ściany mają uszy, ale to nic. Już jutro okaże się, czy dom na weekend będzie pusty. A teraz napisałabym coś jeszcze bardziej sensownego, ale niestety obowiązki wzywają. 
Dobranoc ♥



niedziela, 18 stycznia 2015

Dajmy sobie spokój

Jak często nachodzi nas myśl osobistej autodestrukcji? Jak często chcemy skomplikować sobie życie, pomimo tego, że jest nam dobrze? Jak często kłócimy się tylko po to, by coś zaczęło się dziać? Zastanawiamy się co zrobimy kiedy coś się stanie lub kiedy się postarzejemy. Czas przemija i nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić. Nie ma rzeczy nieprzemijalnych. Nic takie nie jest. Jest miłość, która umiera i szczęście, które znika. Jest pogoda, która się zmienia i oceny, które zawsze wyglądają inaczej. Nic, kompletnie nic nie jest niezmienne. Człowiek żyje i przyzwyczaja się do pewnych norm i sytuacji, które go otaczają. A tak naprawdę, przecież codziennie dzieje się coś innego, chyba, że tak dosadnie mamy życie w monotonni. Jak je rozpoznać? Otóż dzień nie daje przyjemności i na nic nie czekamy. Nie czekamy na partnera, nie czekamy na lepszą pogodę i zatrzymujemy się w smutku, dziwnym samopoczucie i za żadne skarby świata nie chcemy się uśmiechnąć, bo uważam - że po co? Pocałunku stają się sporadyczne, chwile szczęścia nie przejawiają się nam przed oczami, a wszystkie wspomnienia wywołują łzy. Zastanawiamy się wtedy - po co walczyć? Lecz tu nie chodzi o to po co? Bo nie od dziś wiadomo, że w imię lepszego jutra. Tutaj trzeba zastanowić się dla kogo? Nie walczmy dla innych, walczmy dla siebie.

sobota, 17 stycznia 2015


Żyj i daj żyć innym

Drodzy królowie świata,
jesteście nikim.
jesteście nikim tak bardzo,
że żadne słowa tego nie opiszą.
Panowie wszechświata,
kim jesteście?
- nadal nikim.
Zwracamy uwagę na słowa i gesty, czyny i ruchy. Zwracamy uwagę, kiedy ktoś powie coś nie tak. Zwracamy uwagę, kiedy ktoś zakłada inny kolor spodni niż jest modny w tym sezonie. Zwracamy uwagę na pisownie. Zwracamy uwagę dla ludzi, których znamy bądź też nie. Zwracamy uwagę na pogodę i na emocje. Zwracamy uwagę na zachowania. Zwracamy uwagę na zapach i dotyk. Zwracamy uwagę kiedy coś nam nie pasuje. Zwracamy uwagę gdy dzieje się coś niedobrego. Zwracamy uwagę na błędy innych. Zwracamy uwagę kiedy ktoś nas olewa. Zwracamy uwagę na wszystko co nas otacza.
A tak naprawdę nie zwracamy uwagi na siebie. 

Uważamy się za panów wszechświata, lecz nie jesteśmy nimi i udowodnię to, właśnie teraz.
Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się...
Mówić, że masz rację, kiedy jej nie miałeś? - oczywiście.
Kłamać? 
Kraść?
Zdradzać?
Być niehonorowym? 
Udawać kogoś kim nie jesteś?
Krzyczeć zamiast tłumaczyć?
Tłumić gniew?
Uderzyć?
Wyzwać?
Przestać się interesować?
Tęsknić?
Płakać?
Robić dobrą minę do złej gry?
Wyśmiewać?
Ujarzmiać? 
Zdecydowanie mówić kiedy nie mogłeś?
Milczeć, gdy powinieneś krzyczeć?
ZDARZYŁO SIĘ WSZYSTKO,
PRAWDA?
Panom świata nigdy by się to nie zdarzyło.


Chwiejnym krokiem idziemy przed siebie, ale bez siebie. Brzmi głupio, prawda? A tak naprawdę nie jest takie. Kiedy chcemy zrobić coś co przyjdzie nam do głowy - nie robimy tego z obawy, że ktoś uzna nas za wariatów. Znam zbyt dużo "wariatów" i nie zgadzam się, że tylko oni są coś warci. Jednak kiedy już takowa myśl przyjdzie nam do głowy, nie robimy tego, nie korzystamy z przyjemności, bo..bo zawsze znajdzie się coś co sprawi, że zmienimy pogląd na sytuację. Tylko po to by po kilku dniach usiąść i powiedzieć sobie - chciałabym to zrobić i cała ta procedura powtarza się znów, więc to z nami jest coś nie tak. Co stałoby się ze światem gdyby nagle wszyscy przestaliby zwracać uwagę na innych i zaczęli od siebie? Wszystkie zmiany, zarówno duże jak i małe powinny zaczynać się od nas. Kiedy my czujemy się ze sobą źle, wszyscy wokół też czują się przy nas źle. Nie interesowało mnie kiedy mówiono mi - przestań obgryzać paznokcie, to nie ładne. Nie interesowało mnie to. Przestałam dopiero w momencie gdy sama uznałam, że jest już odpowiednia pora. Nie interesuje mnie czy podobam się ludziom w pokręconych włosach, naprawdę. Prostuję je, bo tak mi się podoba i tylko mi ma podchodzić to do gustu. Chciałaś zmienić kolor włosów? Dlaczego tego nie zrobiłaś? A to dlatego, że ktoś powiedział, że nie będzie Ci pasowało. Ale kurwa, kij z ludźmi. Nie jesteśmy Panami świata, ale jesteśmy Panami SWOJEGO świata. Tworzymy go tak, jak chcemy by był stworzony. Wstawiamy rubryczki i modyfikujemy jak stronę web. Ale powiedźcie mi - jak wiele osób tego nie robi? Dlaczego człowiek, który to robi budzi podziw? Bo ludzie tego nie znają. Zamykają się w głębi świadomości, mentalności państwa i podąża za nimi jak szara gęś pozbawiona możliwości wyboru. Dojrzałości nie tylko nabywamy z wiekiem, lecz uczymy się jej cały czas. Spójrzmy prawdzie w oczy, co tak naprawdę trzyma nas w sidłach stereotypowości? My i nikt więcej. Znajdujemy miejsce wygodne dla nas i głupio sądzimy, że nic nam się nie należy. Ale należy się. Siedzimy w miejscu bezpiecznym zatracając się w myślach, że lepszego nie ma. A właśnie, że jest. Ale nie gońcie go, będzie więcej go dla mnie PACANY.

NARSON



piątek, 16 stycznia 2015

Dystansuje ludzi

Zauważyłam, że dystansuje ludzi. Na szczęście nie tylko ja tak robię. Dystansuję ludzi z błahych powodów i prawdę mówiąc to nawet nich nie znam? Może to przyczyna pogody, problemów, które zafundowała mi moja edukacja lub cokolwiek innego. Przecież na wszystko i na wszystkich można zwalić, prawda? Ale zdecydowanie dzisiaj powiedziałam STOP. Ostatnie tygodnie były przepełnione ciągłym biegiem, ale jak już wspominałam w poprzedniej nocce - zmieniam zasady gry. Czas wrócić do starych nawyków, które oczywiście nie są odbierane jako złe - co się ludziom często zdarza. Czas zacząć znów żyć pełnią życia, bo przecież ja jestem tylko nastolatką. Nie mówię tu przecież o jakimś melanżu za melanżem, ale skończył się czas poświęcania dla innych. Jeżeli ktoś, ktokolwiek chce znaleźć czas, to go znajdzie. Jeżeli ktoś tego nie chce, nie zrobi tego. Są jednak osoby takie jak mój kochany przyjaciel, który nie odzywa się przez miesiąc i dzwoni do mnie, bo się stęsknił i wtedy wisimy na telefonie i rozmawiamy, no chyba, że jego dziewczyna zacznie go bić i obrazi się, że nie poświęca jej uwagi. SERDECZNIE POZDRAWIAM. Tak czy inaczej sytuacja, która miała miejsce w moim życiu nie może się powtórzyć, bo nie dość, że zatracam siebie, to chcąc dobrze, robię diabłu przysługę. A przecież nie o to tutaj chodzi. Wracam do spacerowania, spotykania się ze wszystkimi i przede wszystkim podsumowując wszystko o czym teraz pomyślałam, wracam do spełniania siebie. Gdzieś tam, może wydać się to śmieszne - wisi mój aniołek stróż, który czuwa. I oby czuwał nadal, bo inaczej marnie widzę przyszłość, ale on na pewno czuwa, bo jeśli go nie ma? To kto czuwa? 
- Nikt?

Życie kwitnie

Czasami jedno zdanie, a nawet słowo udowadnia nam, że może diametralnie wprowadzić zmiany w naszym życiu. Jednak zbyt często, zdecydowanie zbyt często traktujemy te wypowiedzi zbyt dosadnie. Często dopowiadamy sobie historię i sens tego, co tak naprawdę nie ma większego przekazu. I tak komplikujemy sobie życie co raz bardziej, bo co by było gdyby...albo...co on sobie myśli mówiąc to co mówi? A może lepiej byłoby gdyby siedział cicho i nie mówił kompletnie nic? Otóż...
Otóż prawda jest bolesna, bo tak naprawdę nigdy się taki nie urodził co by każdemu dogodził. Tylko wyłącznie my decydujemy o tym jak odbieramy przekaz całych informacji i często wybieramy źle, stając się przy tym nieludźmi dla ludzi. Pomyśleć, ah pomyśleć jak dużo konfliktów przeszłoby koło nas gdybyśmy nie dopowiadali sobie pewnych rzeczy. Dzisiaj po przeczytaniu książki o tematyce poradnika dla kobiet, stwierdziłam, że pogubiłam siebie w życiu codziennym i to prawda. Więc od teraz, cokolwiek by się nie działo - kocham siebie. I jak gdyby nigdy nic - zmieniamy rozkład gry. I jak gdyby nigdy nic, jesteśmy warci coś więcej niż twierdzą inni.

wtorek, 13 stycznia 2015

Być

Jak to jest , że ludzie zmieniają się dla ludzi? Przecież jesteśmy jak masa do ciasta. Jeżeli dodamy coś źle, czegoś za dużo bądź za mało to wyjdzie nam papka i zero możliwości zrobienia z tego jedzenia. Więc reasumując słodko nie będzie. Zbyt często zmieniamy się dla ludzi, którzy tego nie doceniają. Dla ludzi, którzy swoją postawą udowadniają nam jak bardzo staramy się bez sensu. Życie jest kruche, nie raz pokazało jak bardzo. Walczymy ze sobą, choć tak naprawdę nie musimy. Robimy wszystko na przekór po to by w często nieumiejętny sposób uprzykrzyć komuś życie. Ale tu pojawia się haczyk, bo tak naprawdę to my cierpimy, nie oni. Nauczyłam się pewnego dnia, że tak naprawdę częściej oszukujemy siebie, nie innych. Na pierwszej randce z moim obecnym facetem, kiedy siedzieliśmy na łóżku powiedział mi żebym pokazała mu swój dowód?
- Co pokazała? 
- Dowód.
-  No tak, tyle, że ja nie mam dowodu. 
- To ile Ty masz lat? 17?
- nieskończone...
Nigdy, naprawdę nigdy nie było mi bardziej dziwnie niż w tamtej chwili, kiedy siedzieliśmy po dwóch stronach mebla i nie miałam zielonego pojęcia co on sobie tak naprawdę teraz o mnie myśli. Minęło pół godziny za nim postanowił odpowiedzieć na moje pytanie i przy tym pół godziny za nim w ogóle je zadałam. Przecież nie chodzi o to ile masz lat, chodzi o to, że to ukryłaś - powiedział. Tyle, że ja tak naprawdę nigdy tego przed nim nie ukryłam. Nie odnoszę się do swojego wieku, a kiedy ktoś nie pyta po prostu o tym nie mówię. Po co ma dochodzić do dziwnych sytuacji? W pewnym momencie zaczął mówić, mówić? Siedział, daleko ode mnie i mówił o tym, że to nie ja oszukuje innych, tylko oszukuję siebie. Mówił tak, a ja siedziałam i leciały mi łzy, bo docierało do mnie to tak bardzo mocno, że nie jestem w stanie tego opisać. Wiedziałam, że ma rację. I siedziałam tak, łzy ciekły mi ciurkiem, a on przez pełną godzinę patrzył na mnie i nie przestawał mówić. NIGDY NIE DOSTAŁAM TAKIEGO MORALNIAKA SŁOWNEGO I EMOCJONALNEGO. W pewnym momencie po prostu zapytał czemu lecą mi łzy. Powiedziałam, na koniec dodając - a na dodatek jedyne czego chciałabym teraz to się do Ciebie przytulić, ale wiem, że tego nie chcesz. Minęła dłuższa chwila, aż wylądowałam w jego ramionach. Mam ten monolog w głowie do teraz i kiedy przychodzi temat wieku - nie waham się.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

LEPIEJ MNIE ZABIJ, BO MNIE NIE ZRANISZ. 

MAM ZBYT ELASTYCZNE SERCE.

Dni mijają szybko. Nie było czasu żeby usiąść i napisać o tym co myślę i co u mnie. Pewne rzeczy się pozmieniały, ja także. Zauważyłam u siebie zmiany i chociaż po jednym nieudanym związku powiedziałam - nie zmienię się dla nikogo. Właśnie to robię. Nie dla Ciebie, nie dla siostry. Robię to dla siebie. I wiecie co? Dobrze mi z tym. Dni lecą - jak już mówiłam. I lecą jak popierdolone. Szkoła jest i znów jej nie będzie. Jeśli ktoś spytałby co u mnie, u mnie naprawdę w porządku. Jestem szczęśliwa, chodź bywam zdruzgotana. Ostatnio strasznie biegam za swoim wyglądem i chyba idzie mi całkiem ok. Zdecydowałam się na kilka rzeczy i strasznie tęsknie, bo taka już kolej życia. Jakby to powiedziało wiele osób - bywa. 
Chciałam napisać coś sensownego, ale nie bardzo wiem co. Miałam napisać notkę i zadzwonić do skarba, ale notka się nie pisała, skarb czeka, a ja zajęłam się rozmową. Coś nie tak. Zastanawiam się co z feriami, w sumie na pewno nigdzie nie wyjadę. Może tak zabrać klucze dla taty i spędzić tydzień we dwoje? opierdalając się, jedząc pizze, rozmawiając i przede wszystkim...no tak więc jutro postaram się coś napisać. W końcu coś konkretnego, obiecuje. 

piątek, 9 stycznia 2015

Kiedy nasi rodzice, jeszcze przed naszym poczęciem uprawiają seks, żadne z nas nie siedzi przed nimi, nie kibicuje, nie krzyczy i przede wszystkim nie woła – ZRÓBCIE MNIE, ZRÓBCIE!
Żadne z nas, nikt, kompletnie nikt nie prosi się o to by po 9 miesiącach pierwszy raz zapłakać w szarej rzeczywistości naszego świata. Czy nie zastanawiające jest to, że już przy narodzinach, pierwszą rzeczą jaką robimy, to płaczemy? Zupełnie tak, jakby już w tamtej chwili dotarła do nas świadomość, że życie to stek niepowodzeń, kłamstw, płaczu i niewielkiej ilości szczęścia – zazwyczaj. Płaczemy sobie tak chwilę, aż jakaś stara pielęgniarka zawinie nas w obrzydliwy kocyk i poda matce. Dopiero wtedy, choć jak wiadomo nie zawsze, przy czułym uścisku zaczynamy się uspokajać. Niestety, to dopiero początek, bo przez wiele miesięcy, kiedy jeszcze nie potrafimy mówić – płaczemy. Przypuszczam, że ronimy łzy, bo nie chcemy tu być i kurde, na pewno tak jest, bo kto tak naprawdę nie powiedział nigdy – ja się o życie nie prosiłem.

środa, 7 stycznia 2015

Niewygodne fakty

Przerwa świąteczna skończy się dzisiaj o północy. Znów trzeba będzie wrócić do starego trybu życia, wstawania o szóstej czterdzieści i odrabiania lekcji, chociaż to będę musiała zrobić też dzisiaj. Dni będą mijały szybciej, bo narzucone zostaną znów pewne zasady. Ale pociesza mnie jeden fakt. Czas będzie leciał szybciej, będzie to przyśpieszało dni i godziny do spotkania z moim mężczyzną. Teraz, od lutego wejdzie nowa zmiana, bowiem moje kochanie wraca na uczelnie i będzie edukował się nadal, co będzie znaczyło zdecydowanie więcej czasu wolnego niż w obecnej sytuacji jaką jest jego praca. Więc jestem szczęśliwa. W ogóle jestem szczęśliwa, moje życie uległo zmianie i mam nadzieję, że będzie z dnia na dzień co raz lepiej. Kiedy dzisiaj do w pół do szóstej rano pisałam sms'y z moim facetem doświadczyłam dziwnej świadomości, kiedy zapytał mnie czy zmienił moje życie. Znów przekonałam się, już prawdę mówiąc długi czas temu że przypadkowi ludzie zmieniają nasze życie. Jak dziś pamiętam, że gdy Patryk napisał do mnie rano, mniej więcej o 6, wydarłam się na niego, że budzi mnie, a ja chcę spać. A zaczęło się od cześć, co tam? napisz do mnie, bo idę do pracy i włala ! poszło samo. A teraz co? Każdy dzień zbliża nas do siebie i co dzień jest co raz lepiej i pomimo tego jak ciężko jest być z kimś oddalonym od Ciebie 100 km i do tego pracującym to cieszę się, że jest tak, bo zawsze mogło być gorzej. Tak więc nie wiem już co pisać, powiem tylko. JESTEM SZCZĘŚLIWA.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Chodź ze mną, chodź

Jak to jest, że ostatnio coraz częściej sprawdza się w ludziach zwrot brzmiący - "z tyłu liceum, z przodu muzeum". Dla mało ogarniętych jest to określenie na osoby, które na pierwszy rzut oka jest naprawdę super, a gdy już ją poznamy okazuje się nudna i w ogóle taka bez smaku i koloru. W ostatnim czasie bardzo dużo takich osób poznaję, nie wiem czy to ja mam się za nie wiadomo kogo. (chociaż patrząc na zdjęcia z sylwestra to w sumie śmiem sądzić, że nie mogę tak robić, bo gorzej być nie może). Czy to sprawka raczej moich wygórowanych półek wymagań dla ludzi których poznaje albo ich debilizmu, który z dnia na dzień zadziwia mnie co raz bardziej. Jakby nie patrzeć zwrot - "Fajna z daleka, ale daleka od spoko" też całkiem nieźle sobie radzi. Przykładem takich osób są nasze super gwiazdeczki, które twierdzą, że są idealne, najpiękniejsze i wszystkich traktują na zasadzie - JESTEM CHUJEM, RESZTA CIĄGNIE. A w momencie kiedy napada ich zwykła impreza i cykane są zdjęcia no to wtedy...patrzysz na takie zdjęcie i zastanawiasz się kto takie buble genetyczne robi. Ja śmiało mogę stwierdzić, że jak robię sama sobie zdjęcie, wychodzą naprawdę spoko, ale gdy tylko jest jakieś zdjęcie z imprezy, to pożal się Boże i oby nigdy nie ujrzało światła dziennego.
No ale przecież ja nie jestem najpiękniejsza na świecie i pochwalę się, że schudłam 4 kilosy i jestem z siebie dumna, bo kiedy ktoś mi mówi - aaaa! święta! przytyłam 5 kilo ! to ja śmiało mówię - A JA SCHUDŁAM 4! i oooo. zazdrość w oczach. Nie no dobra, idę z psem.

piątek, 2 stycznia 2015

WELCOME IN 2015!

Rozpoczęcie nowego roku uważam za udane, pomijając oczywiście fakt cztero i pół godzinnej przerwy na spanko. Tego akurat się wstydzę. Mniejsza jednak o to. Każdy rok to nowe coś - podobno. Nie będę jakaś super wyrafinowana i zrobię to co robi większość społeczeństwa piszącego blog o sobie, swoim życiu, żarciu, sraniu i tak dalej - wiadomo
Tak więc rok 2014 był tak dziwny jak to, że ktoś rozpętał aferę, że kobieta przewijała dziecko w restauracji gdzie ludzie obok jedli. (Mają rację, jesz, a tu kupa...) Były katastrofy, końce świata, smutek i szczęście, ewentualnie jego brak. Co wydarzyło się w tym roku? To całkiem proste. Tak więc
  • Nieudany związek to podstawa tego roku, bo wszystko zaczęło się w styczniu.
  • Przejechanie się na jednej z najważniejszych osób w moim życiu. 
  • Skończenie gimnazjum oraz rozpoczęcie nauki w centrum szkół mundurowych
  • Zostanie tam vice. (całkiem spoko)
  • Schudnięcie o tak - wielu kilo.
  • I przytycie kilku. (-.-)
  • Rozpoczęcie tego bloga.
  • Wiele świetnych imprez.
  • Przyjazd Krzycha z Kwilcza (Pomimo późniejszej sytuacji, naprawdę nie żałuję poznania go)
  • Napisanie wielu wierszy o różnej tematyce.
  • Poznanie wielu ciekawych ludzi.
  • Depresja zaliczona !!
  • Wiele kłótni i godzenia się.
  • Udane życie na propsie
  • Niekończąca się historia życia diabetyka.

Tak pisze i piszę....
ale właściwie...
to będę oryginalna 
i powiem
TEN ROK BYŁ DOBRY, ALE OBECNY BĘDZIE ŚWIETNY.
Pod warunkiem (pluje tfu tfu)
że P uratuje świat i pokaże, że niektórzy mężczyźni są naprawdę wiele warci. 



Ten rok rozpoczęty dobrze, bardzo dobrze, a potem niewielka kłótnia, ale znów dobrze. bardzo dobrze.



Znajdź