::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Don't let me down

Weekend zaliczany do udanych, naprawdę. Piątek co prawda spędzony na wielogodzinnym oglądaniu filmów tylko po to by przyszła kolej na sobotę, ale nie narzekam, bo nie oglądałam jakiegoś szajsu. Prawda? Tak czy inaczej mama zdecydowała się jechać do Sopotu więc pusty dom był pewny i co prawda nie zmieniło to nic, to jednak świadomość wolności bycia w domu to całkiem dobre uczucie. Tak czy inaczej nadeszła sobota i o godzinie 9 zapiał budzik. Szybkie ogarnięcie się i jazda na dworzec. Byłam punktualnie, 5 minut czekania i uśmiech na twarzy. Dotarł. 
Szybkie przywitanie i jazda do domu. Posiedzieli, pogadali i Patryk zasnął w moim łóżku - taka była umowa, a ja kulturalnie oglądałam film, aż przyjechała Justyna. Zrobiła mi jajecznicę - kochana. Rozłożyłyśmy stary materac i zaczęłyśmy oglądać film. Mniej więcej przed 15 szanowny Pan Niedźwiedź wstał i położył się obok. Obejrzeliśmy końcówkę filmu. I Justyna zrobiła jajecznicę ponownie, tym razem dla całej trójki. Potem ogarnięcie raz dwa i przyjechał tatko, więc Dżastin pojechała do domu, a my we trójkę ruszyliśmy do Danusi - "przyjaciółki" mojego współtwórcy. Siedzieliśmy, zjedliśmy obiad, pośmialiśmy się, obejrzeliśmy klęskę, a właściwie pół meczu Polaków z Danią w piłce ręcznej i tato odwiózł nas do domu. Patryk rozścielił materace z mojego łóżka w salonie, położył poduszki, kołdrę i położył się z nadzieją, że coś obejrzymy na TV. Najpierw jednak poszłam się myć. Wyszłam z wanny, położyłam się obok, oglądamy film, mija 10 minut i film się zacina, potem godzina próbowania włączyć go na telewizorze i niestety nic. Znów włączyliśmy i nawet go nie oglądaliśmy....(pip pip cóż...). No ale minęła ponad godzina i włączyliśmy na laptopie, byliśmy jednak tak wykończeni, że po 30 minutach filmu stwierdziliśmy, że idziemy spać. Obudziłam się jakoś po trzeciej, bo było mi tak zimno, że masakra, a ciągnąć kołdry od szkarba nie chciałam, to pobiegłam do sypialni mamy i zabrałam jej. O 9:30 i tak obudziłam się w ramionach mojego mężczyzny i poleżeliśmy w łóżku do godziny 11. A właściwie to ja po 11 wstałam się ogarnąć i umyć, a on 15 minut przed ponownym przyjazdem mojego taty. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy na mój rodzinny obiad. Oczywiście rezultat tego był taki, że była cała rodzina, ale jedyne co Patryk stwierdził - to, że mam super rodzinę, rodzinę wariatów. Oczywiście również nie obyło się bez tysiąca zdań na temat seksu. No ale taka już moja rodzina, o 14:30 pojechaliśmy na dworzec, a o 14:58 autobus ruszył i Patryk pojechał do domu. Wróciłam do swojego, szybkie spakowanie i sru do Justyny. Z Justyną wybrałyśmy się na domówkę, ale prawdę mówiąc, pobyłyśmy tam jakieś 2 godziny i stwierdziłyśmy, że chujnia bez bombek i spadamy, bo zdecydowanie film będzie lepszy. Nie twierdzę, że było jakoś koszmarnie, ale każdy zachowywał się strasznie indywidualnie i pomimo dobrej muzyki i tańca - nie było mega. Więc piechotką wróciłyśmy do Kleosina, chociaż najlepsze w tej domówce było to, że przez godzinę szukałyśmy bloku. Tak czy siak wróciłyśmy, pogadałam godzinę z mamą Justyny i poszłyśmy oglądać film i gadać z Patrykiem przez telefon. Po północy poszłyśmy spać i wstałyśmy po 11. Wróciłam do domu i o to jestem. Kto bogatemu zabroni? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znajdź