Kiedy nasi rodzice, jeszcze przed naszym poczęciem uprawiają seks, żadne z nas nie siedzi przed nimi, nie kibicuje, nie krzyczy i przede wszystkim nie woła – ZRÓBCIE MNIE, ZRÓBCIE!
Żadne z nas, nikt, kompletnie nikt nie prosi się o to by po 9 miesiącach pierwszy raz zapłakać w szarej rzeczywistości naszego świata. Czy nie zastanawiające jest to, że już przy narodzinach, pierwszą rzeczą jaką robimy, to płaczemy? Zupełnie tak, jakby już w tamtej chwili dotarła do nas świadomość, że życie to stek niepowodzeń, kłamstw, płaczu i niewielkiej ilości szczęścia – zazwyczaj. Płaczemy sobie tak chwilę, aż jakaś stara pielęgniarka zawinie nas w obrzydliwy kocyk i poda matce. Dopiero wtedy, choć jak wiadomo nie zawsze, przy czułym uścisku zaczynamy się uspokajać. Niestety, to dopiero początek, bo przez wiele miesięcy, kiedy jeszcze nie potrafimy mówić – płaczemy. Przypuszczam, że ronimy łzy, bo nie chcemy tu być i kurde, na pewno tak jest, bo kto tak naprawdę nie powiedział nigdy – ja się o życie nie prosiłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz