::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

piątek, 31 października 2014

To co nie pozwala wstać z kolan

Pieprzony pejzaż to zły pejzaż. Zbyt często i zbyt wielu ludzi w okół mnie dusi się swoich granicach, które wyznaczyło im sumienie. Są pewne sytuacje kiedy gryzie nas moralność i w pełni to rozumiem. Tyle, że zdecydowanie uważam, że jeżeli nam się czegoś nie chce, na przykład pójść na jakąś imprezę to zdecydowanie powinniśmy tam iść. Przeważnie takie myślenie nas blokuje - nie chce mi się, nie muszę, potem, a co by powiedzieli inni? No właśnie Ci inni przeważnie częściej od nas są zablokowani w swoich pomysłach. Ludzie zawsze będą mówić o Tobie jeśli Ci zazdroszczą. Powinniśmy jednak cieszyć się z tego, że jest w nas coś lepszego. Przecież to powód do dumy, nie do zamykania się na świat. Człowiek staje już na głowie, żeby być lepszym. Tyle, że przeważnie tacy są lepsi, albo zablokowani. Trzeba uważać, żeby sufit nie stał się dla nas podłogą na zawsze. Ucieka z nas radość, chociaż powinniśmy cieszyć się życiem. Ciesz się, pomimo wszystko, tak jak ja.



 Zawsze mamy czas odnaleźć w sobie chęci i radości dnia.

czwartek, 30 października 2014

Gdzie ta radość? 


O czym napisać dzisiejszą notkę? - przed chwilą zadałam to pytanie dla Patrycji, ale wiem o czym ona będzie. Będzie o internetowych znajomościach. Kto jak kto ale chyba jestem mistrzem takich znajomości. Kiedyś uważałam, że spotkanie się z kimś kogo nie znasz jest jak no nie wiem jak, ale idiotyczne. Przede wszystkim jestem po dwóch związkach które rozpoczęły się od internetu. Jeden chodź nie trwał długo nadal jest przeze mnie wspominany pozytywnie i gdybym mogła do niego wrócić, to nawet bym się nie zastanawiała. Drugi, chociaż wydawał się idealny teraz podsumuje zdaniem z poprzednie notki - "JAK LITERKA Q, wielkie zero z małym chujem". Z innych relacji dzięki internetowi zyskałam przyjaciela na dzień i na noc, czyli Artura. Pomijając fakt, że zaczynało się od "poderwę", a skończyło na przyjaźni. Dzięki Arturowi poznałam...o Boże Chrystusowy, kogo ja nie poznałam. Na pewno poznałam Szymka, Emoska, Paulinę, Szymona i kilku innych. Dzięki internetowi poznałam mojego drugiego przyjaciela Maćka dzięki któremu poznałam Adama, Krzyśka, Pawła, Klaudie i wiele innych osób. Jeździłam do Warszawy do chłopaka poznanego w ten sposób i przyjeżdżano do mnie, tak jak Krzychu który jechał do mnie aż z Kwilcza, czyli jakieś 100 km pod Poznaniem. Tylko po to by mnie poznać. Nie będę zagłębiać się w szczegóły moich relacji z tymi ludźmi, przyjaźni z nimi, czy związkami z nimi, bo chyba poszłabym spać za tydzień. Chciałam tylko powiedzieć, że czasami warto przełamać pewne rzeczy. Powiem szczerze, że mój telefon robi to idealnie, kiedy wchodzę na jakiś profil często gęsto po prostu kogoś zaczepia. I tak już w ostatnim czasie poznałam trzy osoby - Pawła, Dawida i Dawida. Pewnie skończy się na tym, że wylądujemy na jakiejś kawie w małej kawiarence i skrócimy swoje życia tak bardzo, że kilka godzin spotkania w zupełności wystarczy. Takie osoby wprowadzane do naszego życia odmieniają je, często o stokroć. Często namieszają, jak mój poprzedni facet, mieszając mi w przyjaźni, która niestety nazywana tak przeze mnie już nie jest, ale trwa. Ważne aby pamiętać tylko, że musimy być w internecie tacy jacy jesteśmy naprawdę, po co mamy kogoś rozczarowywać? 

środa, 29 października 2014

Przyjaźń z Justyną - to dziwna przyjaźń. Przede wszystkim żadna z nas nie pamięta jak to się zaczęło, ta cała przyjaźń. Znamy się wiele lat, jakieś 9. Żadna z nas nie pamięta dnia poznania, pewnie Justyna ukradła mi grabki, bo ona lubi takie zabawy. Albo ja ukradłam jej grabki. Tak czy inaczej podobno sympatią do siebie nie pajałyśmy. Potem wylądowałyśmy w jednej klasie w gimnazjum i jakoś tak przekształcałyśmy się. Najpierw byłam ja z Pauliną, potem jeszcze z Martyną, potem doszła Justyna, potem odeszłam ja, potem wróciłam i odeszła Paulina, a potem wróciła i odeszła Martyna i przyszła Ola. W sumie to takie masło maślane. Skończyło się na mnie i Justynie. Z kim spróbowałam pierwszego alkoholu? Z Justyną. Kto namówił Justynę na spróbowanie pierwszego papierosa? Ja. Chyba wcześniej wspominałam o tym, że nagrałam z Justyną vloga i jutro jak znajdę czas wrzucę go na bloga. Tej przyjaźni nie da się opisać o 22 godzinie. Ale niedługo na pewno to zrobię!







"Obiektywnie jesteś tylko szarym tłumem"









Uśmiechem witam lub częstuje łzami

Nasze drogi czasem się zmieniają, albo i nie, ale głównie tak i to takie masło maślane, dzisiejszy humor oceniam na 4+, zdecydowanie poprawiło mi je stwierdzenie "jest jak literka Q, wielkie zero z małym chujem" uwierzcie mi, że padłam i nie wstawałam. O dziwo zaczęłam ostatnio zwracać uwagę na małe rzeczy, takie jak latające ptaki, kolor skarpetek jakiejś dziewczynki czy szlak ułożony z płatów chodnika. Mówi się, że dzieje się tak wtedy kiedy człowiek się zakocha. Nie ukrywam, że to nie dotyczy w żaden sposób mnie. Jestem wolna jak ptak i prawdę mówiąc średnio mi z tym. Postanowiłam cały czas iść przed siebie, bo marnowanie czasu na przeszłość, to kiepskie rozwiązanie czegokolwiek. Zdecydowanie wolę świeże sprawy niż te głęboko zatopione alkoholem we mnie jak to się zgrabnie mówi. Pewnych rzeczy się żałuję, jakiegoś związku lub kilku, pewnych znajomości i słów wypowiedzianych, ale zawsze warto być sobą i się nie poddawać, bo o to chodzi, prawda? Jak to mówi mój dyrektor "ludzi takich jak ty są miliony, zmień to". Nie zapominajmy, że to człowiek, a nie kosmita chodził po wodzie. Więc możemy wiele, bo jeżeli nie możemy zapomnieć o przeszłości to nie możemy nic. Przyznam, kiedyś było to dla mnie trudne, ale teraz chce więcej niż mam. I chce wygrać, by kiedyś usiąść z wnukami na kolanach i pomyśleć - kocham życie. Czasami oczom nie wierze i idę w drugą stronę, a potem żałuję. Chociaż w sumie nic mnie nie zdziwi. Świat, a raczej ludzie oszaleli. Chce stać się lepsza i idzie mi całkiem dobrze. Także ten, do zobaczenia w piekle.


Wszystkie lucyfry nieczystych myśli


wtorek, 28 października 2014

Gdy pytałem : "Co my robimy?" Ona mówiła : "nie pierdol, co to za poczucie winy" 

Wczoraj był dzień, ten który niszczy nas od środka,ten po którym kilka dni mamy wyjętych z życia. Nie będę wtapiać się w szczegóły. Ktoś okazał mi kompletny brak szacunku mówiąc mi : "Jak masz na imię? bo nie pamiętam" Chyba żadne słowa mnie tak nie zabolały jak te. Niektórzy chyba po prostu lubią na siłę zadawać ból drugiej osobie, szczególnie takim osobom na których im zależało. Dzisiaj czułam się ogólnie dobrze, ale psychicznie tak kiepsko, że przesiedziałam w szkole nie gadając prawie z nikim, informując nawet moją Panią z angielskiego, że psychicznie czuje się nie za dobrze i że teraz w moim życiu nie jest super, a ona powiedziała, że bardzo widać i puszczała filmy z YouTube zamiast prowadzić lekcje i że mi współczuje. Chyba z kilkanaście osób zapytało mnie co się stało, bo widać jak chuj, a Kamila chodziła i ciągle mnie przytulała. Więc przeżyłam jakoś ten dzień. Myślałam, że wczorajszy wieczór to będzie masakra, ale jakoś było okej. Co niezmiernie mnie cieszy, bo byłaby powtórka z rozrywki, a dokładnie z marca i byłoby źle. No dobra, ale zajmijmy się czymś wesołym. Wesołe jest to, a może i nie, że jakiś geniusz z mojej szkoły naćpał się i zrobił...[...] tak więc dyrekcja zadzwoniła po policję i zgarnęli chłopaka na badania, siedzieliśmy przez około godzinę w salach czekając na to, aż policja przyjdzie i nas wysłucha. Takie rzeczy tylko w erze. Maciek namawia mnie cały czas na wyjście do biedronki z tymże mieszkamy od siebie kilka kilometrów, a biedronka... w sumie to nawet nie wiem gdzie ta biedronka jest, ale on wie i to jest najważniejsze. Wczoraj przyjechała Justyna do mnie z bsmartami, bo wiedziała jak jest źle. Nagrałyśmy 20 minutowy vlog na temat naszej przyjaźni i powiem wam, że było nie dość, że śmiesznie to tak inaczej. Czasami warto dowiedzieć się czegoś o sobie od najbliższych, przecież dzięki temu możemy się zmienić na lepsze.



Blantów nie palę, ale jestem pierwsza za legalem. 


niedziela, 26 października 2014

Jakby miało nie być jutra.

Dzisiejszy dzień jest jakiś mega dziwny, po pierwsze to się nie wyspałam. Po drugie wszyscy się czegoś czepiają lub drą. Pani dyrektor, bo mówimy dzień dobry, a nie "Centrum Szkół Mundurowych". Choć ja zdecydowanie wolałabym, żeby najpierw ktoś powiedział mi dzień dobry zamiast od razu wyskakiwał z gadką. Pewnych rzeczy kultura wymaga, ale jak kto woli. Tata, bo korek. Mama, bo głośno. Ktoś tam, bo coś tam. Jakiś taki mega dziwny dzień. Pomimo, że od 8 rano stałam na Rynku Kościuszki i zagadywałam ludzi zapraszając ich do odpowiedzenia na pytanie. Szczerze się przyznam, że jestem pełna podziwu swoim możliwościom komunikacji, bo większość osób rozmawiałam ze mną normalnie, zadawali pytania i tak dalej. Mało tego utwierdziłam się w przekonaniu, że prostak zawsze będzie prostakiem. Starsi ludzie i ludzie ubrani ładnie zawsze zatrzymywali się, ciepło się uśmiechali i kulturalnie rozmawiali. A przyjdzie taki młodziak z żoną i nawet się nie zatrzymują. Machną ręką czy powiedzą "nie mam ochoty" i pójdą dalej, a przecież nie o to chodzi. Nasza szkoła zrobiła furorę. Przyciągnęliśmy do siebie nawet pana z Grecji - Greka, który odpowiadał na pytania po angielsku, bo rozmawiał z nami właśnie po angielsku. Tzn, z nami... ja to się zajęłam innymi, ale koledzy zajęli się nim tak, że przez ponad godzinę odpowiadał na pytania i wygrał wiele nagród, więc było naprawdę ok. Potem pojechałam do babci na obiad imieninowy dziadka, a potem po buty. No i kupiłam buty. I jestem szczęśliwa, pomimo, że to kolejny samotny dzień. Dziwny dzień.


sobota, 25 października 2014

I nie byle komu obiecałem, tylko sobie. 

Aby mieć pewność, że się żyje - nie mówię tu o krótkiej pewności, nie trzeba wiele. Wystarczy obiecać sobie, że żaden nabój nie będzie wycelowany w skroń. Akceptacja siebie to zdecydowanie wiele, a zdrowie jest najważniejsze. Wyznaję swoją życiową zasadę - "Nieważne jak, ważne by opadł im ryj". Nie rozumiem ludzi, którzy jeszcze nie przyzwyczaili się do tego, że w życiu większość sytuacji to czysty paradoks. Kiedy nie mamy pieniędzy - mamy wydatki. Kiedy nie mamy partnera - zero na horyzoncie. Kiedy mamy, walą drzwiami i oknami. Wiem od dziecka, że zakazany owoc smakuje najlepiej i dlatego ludzie zdradzają, gryzą i krytykują. Jeśli chodzi o krytykę o...słucham jej na co dzień. Czy to dziwne, że mówię swojej mamie - wiesz kiedy byłoby najlepiej? Jakbyś do mnie nie mówiła. A dziś? Dziś pojechałyśmy na rynek po kurtkę dla mnie. No oczywiście nie obyło się bez kłótni z rana. No ale doszłyśmy do kompromisu i było w porządku. Czasami siadam i słyszę w swojej głowie - porozmawiaj z nią, porozmawiaj z nią. Tyle, że jakoś nie widzę potrzeby. A no dzisiaj byłam z siebie dumna, dlatego, że kiedy powiedziała mi, że zniszczyła mi sweterek ze zdjęcia, mój ulubiony sweterek...myślałam, że jej coś zrobię. Pomyślałam, że znów sprawię jej przykrość i chociaż zarzynało i paliło mnie od środka powiedziałam - no nic, zdarza się. Tyle, że nic nie zmienia się szybko, a podejście już w ogóle, więc musiałam głupia dodać - TYLKO OCZYWIŚCIE, NIE DAJESZ MI PIENIĘDZY NA UBRANIA, WYDAJE SWOJE, A TY JE JESZCZE NISZCZYSZ. I akurat to jest wielka prawda, więc myślę, że ujdzie mi to na sucho. Powiedźcie mi z jakiej racji, dziewczyna z liceum ma kupować sobie ubrania sama, za własne pieniądze, które oszczędza tylko dzięki jakimś świętom. To nieco irytujące, że żeby ładnie wyglądać muszę płacić za to sama. Ja rozumiem, że codziennie nie będę kupować sobie ubrań. Przecież nie kupuje ubrań drogich jak nie wiadomo co. Chyba, że kurtka czy buty. Wtedy mogę wydawać ile wlezie, bo a) będzie na długo b) nie mogą być złe, rozpadające się po miesiącu i brzydkie (mania na temat butów wszelkiego rodzaju). Jednak pieniądze na poszczególne ubrania są potrzebne. Chyba trzeba znaleźć pomysł na zarabianie. 
Trzymta się ♥

piątek, 24 października 2014

Nie pozwolę żeby coś przeszło obok mnie, no nie. Łapię się na tym, że tak naprawdę zabijam w sobie chęć. Tracę czas na niepotrzebne rzeczy i nie znajduje na istotne. A przecież nie da się zjeść ciasteczka i mieć ciasteczko. Zaczął się weekend, a ja siedzę w domu i nie mam ochoty nigdzie się ruszyć, teraz właśnie Eliza napisała, żebym jechała z nią do blondyna lub turka, ale no kompletnie nie chce mi się iść, tym bardziej w ludzi. Szykowanie i strojenie to słabe zajęcie na dzisiejszy dzień więc prawdopodobnie sobie odpuszczę. Chyba, że Eliza będzie prosiła, czy tam namawiała. Same zamykają mi się oczy i to mega dziwne, bo dawno tak nie miałam. Jutro coś będę kombinować. Tak po za tym, to jestem w dzisiejszym porannym, czyli Klaudia w gazecie po raz kolejny. Wcześniej jak trenowałam zostałam Mistrzem Olimpiady w Juchnowcu i było moje zdjęciem, teraz znów. Z roku na rok jestem wyżej. Kurier poranny, rozumiecie? Jeszcze może vlogi ponagrywam i w ogóle. BĘDĘ SŁAWNA, ZOBACZYCIE

środa, 22 października 2014

Ostatnio mega wiele się dzieje, to aż chamsko nienaturalne. Ostatnio ciągle przekonuje się, że kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada. Dzisiaj byłam u lekarza i niestety dla was mam kiepską informację, jeszcze trochę pożyję. Boje się jednak, że nic w moim myśleniu się nie zmieni i może nie starczyć mi czasu na spełnienie marzeń, bo jak to powiedziała moja mama - żyjemy by spełniać marzenia. Ostatnio też wszystko wydaje się takie banalne, proste i poukładane. To dość nieznane dla mnie uczucie. Znalazłam sposób na zły humor, wkładam słuchawki w uszy, ubieram się na cebulkę i idę z domu. Kiedy kłócę się z mamą, wychodzę z domu. Po co mam użyć za wielu słów i tak zbyt wiele zostało wypowiedzianych. Ostatnio śniło mi się, że świat stoi i drży, a ja czekam na niewiadomą i to było straszne uczucie, dużo straszniejsze niż to, że wstałam po 6 rano. W moim życiu chyba brakuje miłości i to złe. Tak złe, że śnią mi się osoby za którymi tęsknie, a takich ludzi jest dość sporo. Brakuje mi takiej bliskiej osoby, taką do której zadzwonię i wiem, że w pełni jest moja, niezależnie od tego czy łączy mnie z nią jakaś więź, ot tak - po prostu. 

wtorek, 21 października 2014

Nie ma dla nas granic, nie więzi nas czas. 

Potrzebowałam przerwy w pisaniu, próbowałam założyć papierowy pamiętnik, ale to zdecydowanie nie to samo. Nie pisałam od 9, bo jakoś nie było chęci. Brak chęci, to to co mnie dopada, ale twardo z tym walczę. Walczę z emocjami i tęsknotą. I jeżeli jeszcze raz ktoś powie mi, że jestem niedojrzała emocjonalnie, to zapierdole, bo gówno prawda. Jeżeli śmierć mi nie straszna, to co mi pomoże? Mama mówi, że jest lepiej. Ale dla mnie to nic konkretnego. Ciągle mam to w dupie i ciągle próbuje to zmienić. Konkretne próby to dobre próby, a nie dają nic. Przypomniałam sobie jak leżałam pod kroplówką, a mój były chłopak pisał wtedy do mnie, że chciałby być obok mnie. Bożesz mój, kiedy to było? Jakieś 2 lata temu i nadal nic się nie zmieniło i nadal jest źle, ale po za cukrzycą to wszystko dobrze. Uczę się i idę cały czas do przodu, cokolwiek by się nie działo. Próbuję, ale to trudne. I jutro mam w dupie i kurwa mać, japierdole, mam ochotę krzyczeć fchuj.

wtorek, 14 października 2014

Przeziębisz się
Od lodu, który jest w Twej duszy
Więc nie wracaj po mnie
Myślisz, że niby kim jesteś ?

Słyszę, jak pytasz się wszystkich wokół
Czy można mnie gdzieś znaleźć 
Ale stałam się zbyt silna
By znów wpaść w Twe ramiona.

czwartek, 9 października 2014

To ta wojna którą musimy wygrać!

Jutro jadę do Warszawy i zapowiada się naprawdę ciekawie, wezmę aparat i tym razem zrobię dużo zdjęć, zważając na to, że na mojej ścianie wiszą zdjęcia, a to dopiero początek , bo mogę, prawda?
Jadę do Warszawy już jutro, pytanie czy rano czy wieczorem, ale jadę i na pewno wpadniemy na ognisko, a potem na urodziny Marcina, a potem pewnie zakupy i będzie jak zawsze, czyli zajebiście. Pomimo tego, że ostatnio jechałam do Warszawy głównie dla Piotrka, a teraz? A teraz Piotrek potrzebuje chleba, bo jego dupa to słaby pasztet. I nie mówię tego, żeby ją obrazić, bo naprawdę życzę im szczęścia, to gustu to on jednak nie ma, no ale co ja będę za kimś płakać, nie pierwszy i już na pewno nie ostatni. Wracam w niedzielę wieczorem. W poniedziałek zwykły dzień, chociaż zakończony melanżem w blaku, a wtorek to dzień szkolny, a właściwie integracyjny mojego liceum i będziemy mieć jakieś podchody i ognisko. Jak to powiedziała Elizka : "najebane wstaniemy i pójdziemy do szkoły XD" no dobra, ale gdzie, ja i alkohol? Jeśli okaże się, że idę tam z byłym chłopakiem, to będzie śmiesznie, bo mam do owej osoby sentyment. Ale dobra... wczoraj był świetny dzień. Było bardzo ciepło, poszłam do szkoły i kiedy wyszłam nadal było ciepło. Mama zawiozła mnie do Auchana aby wywołać zdjęcia na ścianę, Elizka nie chciała jechać, więc pojechałam sama. Wywołałam zdjęcia, a że obiecałam dla Elizy, że kupię kłódkę to kupiłam jakąś za 4 ziko. Pojechałam do niej, ale padał deszcz. Wyszła, chociaż nieco zdziwko, że deszcz i poszłyśmy do kfc, kupiłyśmy po krusher'ze i wyryłyśmy na kłódce swoje imiona i znak nieskończoności. Polazłyśmy na most koło węgierki i razem zapięłyśmy kłódkę na koniec rzucając kluczyk w dwie inne strony. Przytuliłyśmy się i poszłyśmy dalej.




poniedziałek, 6 października 2014

Pierdolenie kotka za pomocą młotka

Każdy z nas ma takie dni, kiedy kompletnie nie wie co ze sobą zrobić. Ten dzień nie miał taki być. Chociaż zapowiadało się mega świetnie, wieczór to jedna wielka katastrofa, która okazała się do bani. Przede wszystkim kłótnie to nic dobrego, szczególnie wtedy kiedy chodzi o własną rodzicielkę. I to nie to, że to zwykła kłótnia, w sumie...to nawet nie była kłótnia. Wiecie jak to jest jak osoba dla was bliska od bardzo dawna patrzy na was z nienawiścią? Nie wiecie, a ja wiem. I to w tym wszystkim jest najgorsze. Więc założyłam swoje niebieskie słuchawki, opatuliłam się kurtką i wyszłam z domu, a na do widzenia usłyszałam : "do widzenia", szłam przed siebie opatulona muzyką z telefonu i miałam w dupie wszystko. Nie obchodzili mnie mijający ludzie, nie obchodziło mnie nic, żadne samochody i żadne światła i tylko co jakiś czas zatrzymywałam się by spojrzeć na pełnie. Szłam tak dalej, co raz wolniej, chociaż zawsze wszyscy mówili, że chodzę za szybko. Kiedy doszłam do domu było już po 21, usiadłam na schodach i siedziałam 20 minut co chwila zerkając na drzwi z myślą, że nie chce tam wracać. Ale popatrzyłam ostatni raz na księżyc i weszłam do domu. Potrzebowałam spokoju i ciszy, a teraz? niech gra.

niedziela, 5 października 2014

piątek, 3 października 2014

NIE DBAM

Nie dbam o to co mówią inni ludzie, nie dbam o to co będzie za rok, nie dbam o to co robią osoby w moim życiu. Nie dbam o to co dzieje się w polityce. Nie dbam o to co jest i co będzie, bo co ma być...to wiecie sami. Byłam dziś w szkole, a potem umyłam głowę i pojechałam do Elizki, a wylądowałyśmy na Dziesięcinach u niejakiego Hubcia z Maryśką i Kubą. No i było w porządku, chociaż prawdę mówiąc, jak miałam wychodzić to jakoś specjalnie się nie przejęłam. Ale było naprawdę spoko i dobrze mi się śpiewało! Wyszli odprowadzić mnie na przystanek, a skończyło się na tym, że Jawor odwiózł mnie do domu spod swojego bloku. Pogadaliśmy i tak dalej. No i oddałam dziś świnkę morską do szkoły podstawowej, żeby się nie męczyła. Wróciłam niedawno, a czuje się jakbym padała na ryj. A tak w sumie nie jest, wcześnie jest. A no i oczywiście - boli mnie brzuch.

środa, 1 października 2014



Otwórz bracie szerzej oczy 

Zdałam sobie sprawę dzisiaj, że mam jeszcze jakieś kilka stów o których kompletnie zapomniałam, więc zakupy w sobotę z Patrycją to chyba pomysł do spełnienia, dodatkowo w weekend Elizka wspominała, żeby się wkręcić na jakąś domówkę i w sumie nie głupi pomysł, więc może uda się coś zorganizować. Dzisiaj mama poukładała mi rzeczy z garażu w pokoju, a potem powiedziała, żebym posprzątała co na rozwalała. Jak powiedziała - tak też zrobiłam, więc mam czysto, a lubię gdy jest czysto. Dzisiaj byłam też całą szkolą w kinie na filmie "Miasto 44", po pierwsze muszę się do czegoś przyznać...nienawidzę polskich filmów, w większości...tym bardziej historycznych typu np. Bitwa Warszawska, no za chuj... A ten? To pierwszy film Polskiej produkcji który wywarł na mnie takie wrażenie. Gorąco polecam go każdemu kto to przeczyta. Przede wszystkim sceny i sam sens, osobiście, bardzo lubię historię...mało tego jutro mam kartkówkę z II Wojny Światowej, jedyne co mi się nie podobało to scena, kiedy zamiast uciekać dwoje ludzi się całuje i jest zwolnione tempo, są mega sztuczne efekty, że pociski lecą, w tle wybuchy i inne takie, a w tle leci.... dubstep. No szok, w wielu scenach leciał dubstep, więc w sumie zastanawiałyśmy się z dziewczynami czy to był film historyczny czy jakiś pieprzony gniot typu Science-Fiction. Ale pomimo tej muzyki, w gruncie rzeczy muzyka w filmie , bo oczywiście było więcej niż ten cały dubstep była odpowiednia w pełni do scen. Co mogę powiedzieć, jedyne co mogę, to idź na ten film. Jak tylko wróciłam do domu, obejrzałam jak prawdziwi powstańcy opowiadają swoje wrażenia po obejrzeniu filmu. Pewien starszy pan o moim nazwisku powiedział, że jak oglądał ten film był za równo zafascynowany jak i w szoku, głównie dlatego, że film w pełni oddaje sytuacje i ludzi z Warszawy, ich gesty i zachowania. Powiedział, że czuł się jakby znów przeżywał te same piekło. Piekło które wiele nam dało. Żeby było zabawniej pewien krytyk pisze - "Są w nim sceny, które – jak już wieść medialna rozniosła – nie kojarzą się za bardzo z poetyką tradycyjnego, historycznego kina. Na przykład ujęcie pocałunku w zwolnionym tempie, w ogniu karabinowego ostrzału. Albo scena erotyczna rozegrana w dubstepowym rytmie utworu Skrillexa.  





Znajdź