To ta wojna którą musimy wygrać!
Jutro jadę do Warszawy i zapowiada się naprawdę ciekawie, wezmę aparat i tym razem zrobię dużo zdjęć, zważając na to, że na mojej ścianie wiszą zdjęcia, a to dopiero początek , bo mogę, prawda?
Jadę do Warszawy już jutro, pytanie czy rano czy wieczorem, ale jadę i na pewno wpadniemy na ognisko, a potem na urodziny Marcina, a potem pewnie zakupy i będzie jak zawsze, czyli zajebiście. Pomimo tego, że ostatnio jechałam do Warszawy głównie dla Piotrka, a teraz? A teraz Piotrek potrzebuje chleba, bo jego dupa to słaby pasztet. I nie mówię tego, żeby ją obrazić, bo naprawdę życzę im szczęścia, to gustu to on jednak nie ma, no ale co ja będę za kimś płakać, nie pierwszy i już na pewno nie ostatni. Wracam w niedzielę wieczorem. W poniedziałek zwykły dzień, chociaż zakończony melanżem w blaku, a wtorek to dzień szkolny, a właściwie integracyjny mojego liceum i będziemy mieć jakieś podchody i ognisko. Jak to powiedziała Elizka : "najebane wstaniemy i pójdziemy do szkoły XD" no dobra, ale gdzie, ja i alkohol? Jeśli okaże się, że idę tam z byłym chłopakiem, to będzie śmiesznie, bo mam do owej osoby sentyment. Ale dobra... wczoraj był świetny dzień. Było bardzo ciepło, poszłam do szkoły i kiedy wyszłam nadal było ciepło. Mama zawiozła mnie do Auchana aby wywołać zdjęcia na ścianę, Elizka nie chciała jechać, więc pojechałam sama. Wywołałam zdjęcia, a że obiecałam dla Elizy, że kupię kłódkę to kupiłam jakąś za 4 ziko. Pojechałam do niej, ale padał deszcz. Wyszła, chociaż nieco zdziwko, że deszcz i poszłyśmy do kfc, kupiłyśmy po krusher'ze i wyryłyśmy na kłódce swoje imiona i znak nieskończoności. Polazłyśmy na most koło węgierki i razem zapięłyśmy kłódkę na koniec rzucając kluczyk w dwie inne strony. Przytuliłyśmy się i poszłyśmy dalej.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz