
Otwórz bracie szerzej oczy
Zdałam sobie sprawę dzisiaj, że mam jeszcze jakieś kilka stów o których kompletnie zapomniałam, więc zakupy w sobotę z Patrycją to chyba pomysł do spełnienia, dodatkowo w weekend Elizka wspominała, żeby się wkręcić na jakąś domówkę i w sumie nie głupi pomysł, więc może uda się coś zorganizować. Dzisiaj mama poukładała mi rzeczy z garażu w pokoju, a potem powiedziała, żebym posprzątała co na rozwalała. Jak powiedziała - tak też zrobiłam, więc mam czysto, a lubię gdy jest czysto. Dzisiaj byłam też całą szkolą w kinie na filmie "Miasto 44", po pierwsze muszę się do czegoś przyznać...nienawidzę polskich filmów, w większości...tym bardziej historycznych typu np. Bitwa Warszawska, no za chuj... A ten? To pierwszy film Polskiej produkcji który wywarł na mnie takie wrażenie. Gorąco polecam go każdemu kto to przeczyta. Przede wszystkim sceny i sam sens, osobiście, bardzo lubię historię...mało tego jutro mam kartkówkę z II Wojny Światowej, jedyne co mi się nie podobało to scena, kiedy zamiast uciekać dwoje ludzi się całuje i jest zwolnione tempo, są mega sztuczne efekty, że pociski lecą, w tle wybuchy i inne takie, a w tle leci.... dubstep. No szok, w wielu scenach leciał dubstep, więc w sumie zastanawiałyśmy się z dziewczynami czy to był film historyczny czy jakiś pieprzony gniot typu Science-Fiction. Ale pomimo tej muzyki, w gruncie rzeczy muzyka w filmie , bo oczywiście było więcej niż ten cały dubstep była odpowiednia w pełni do scen. Co mogę powiedzieć, jedyne co mogę, to idź na ten film. Jak tylko wróciłam do domu, obejrzałam jak prawdziwi powstańcy opowiadają swoje wrażenia po obejrzeniu filmu. Pewien starszy pan o moim nazwisku powiedział, że jak oglądał ten film był za równo zafascynowany jak i w szoku, głównie dlatego, że film w pełni oddaje sytuacje i ludzi z Warszawy, ich gesty i zachowania. Powiedział, że czuł się jakby znów przeżywał te same piekło. Piekło które wiele nam dało. Żeby było zabawniej pewien krytyk pisze - "Są w nim sceny, które – jak już wieść medialna rozniosła – nie kojarzą się za bardzo z poetyką tradycyjnego, historycznego kina. Na przykład ujęcie pocałunku w zwolnionym tempie, w ogniu karabinowego ostrzału. Albo scena erotyczna rozegrana w dubstepowym rytmie utworu Skrillexa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz