::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

czwartek, 30 października 2014

Gdzie ta radość? 


O czym napisać dzisiejszą notkę? - przed chwilą zadałam to pytanie dla Patrycji, ale wiem o czym ona będzie. Będzie o internetowych znajomościach. Kto jak kto ale chyba jestem mistrzem takich znajomości. Kiedyś uważałam, że spotkanie się z kimś kogo nie znasz jest jak no nie wiem jak, ale idiotyczne. Przede wszystkim jestem po dwóch związkach które rozpoczęły się od internetu. Jeden chodź nie trwał długo nadal jest przeze mnie wspominany pozytywnie i gdybym mogła do niego wrócić, to nawet bym się nie zastanawiała. Drugi, chociaż wydawał się idealny teraz podsumuje zdaniem z poprzednie notki - "JAK LITERKA Q, wielkie zero z małym chujem". Z innych relacji dzięki internetowi zyskałam przyjaciela na dzień i na noc, czyli Artura. Pomijając fakt, że zaczynało się od "poderwę", a skończyło na przyjaźni. Dzięki Arturowi poznałam...o Boże Chrystusowy, kogo ja nie poznałam. Na pewno poznałam Szymka, Emoska, Paulinę, Szymona i kilku innych. Dzięki internetowi poznałam mojego drugiego przyjaciela Maćka dzięki któremu poznałam Adama, Krzyśka, Pawła, Klaudie i wiele innych osób. Jeździłam do Warszawy do chłopaka poznanego w ten sposób i przyjeżdżano do mnie, tak jak Krzychu który jechał do mnie aż z Kwilcza, czyli jakieś 100 km pod Poznaniem. Tylko po to by mnie poznać. Nie będę zagłębiać się w szczegóły moich relacji z tymi ludźmi, przyjaźni z nimi, czy związkami z nimi, bo chyba poszłabym spać za tydzień. Chciałam tylko powiedzieć, że czasami warto przełamać pewne rzeczy. Powiem szczerze, że mój telefon robi to idealnie, kiedy wchodzę na jakiś profil często gęsto po prostu kogoś zaczepia. I tak już w ostatnim czasie poznałam trzy osoby - Pawła, Dawida i Dawida. Pewnie skończy się na tym, że wylądujemy na jakiejś kawie w małej kawiarence i skrócimy swoje życia tak bardzo, że kilka godzin spotkania w zupełności wystarczy. Takie osoby wprowadzane do naszego życia odmieniają je, często o stokroć. Często namieszają, jak mój poprzedni facet, mieszając mi w przyjaźni, która niestety nazywana tak przeze mnie już nie jest, ale trwa. Ważne aby pamiętać tylko, że musimy być w internecie tacy jacy jesteśmy naprawdę, po co mamy kogoś rozczarowywać? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znajdź