::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

sobota, 28 lutego 2015

Wszystko zabija mnie tak słodko

Wiecie? To już mój kolejny blog, każdy kończył się w inny sposób. Każdy zostawiał po sobie cząstkę mnie i jakąś historię. Czasami do nich wracam, czytam notki i widzę jak bardzo się zmieniłam, czytam jakąś historię i najgorsze jest to, że jej nie pamiętam. To dość przykre. Życie uczy, a skoro uczy to sprawia ból. Już wiele osób prosiło mnie - daj link do bloga, a ja odmawiam. Odmawiam, bo piszę o tym wszystkim co mnie spotyka, właściwie większości. Piszę, żeby to czytano. Paradoks. Wiecie, nie podaje tego z pewnego powodu, o którym postanowiłam napisać. Widzicie, kiedy coś się kończy, czekamy na coś więcej. To tak na przykładzie Patryka. Pisałam o tym jaka jestem szczęśliwa w nowej relacji, kto czyta - ten pamięta. A potem pisałam jak nie poznaje siebie. Później o tym, że związek się rozpadł. I o tym jak chciałabym, żeby Patryk wrócił. Patrząc na to wszystko - wariactwo. Później pisałam, że jestem szczęśliwa i że nadal chciałabym żeby wrócił. Dlaczego nie podaję bloga? Bo mam wrażenie, że kiedy czyta to taka osoba nie do końca mnie rozumie. Nie rozumie tego, że chciałabym żeby wrócił, ale nie czekam, nie zastanawiam się co by było gdyby, tylko żyje. Nie wielu ludzi tak potrafi. Chciałabym żeby wrócił, ale to nic nie zmienia. Jestem świeżo po rozpadzie związku i dlatego Patryk jeszcze we mnie siedzi, jeszcze tydzień, może dwa i notki o nim znikną, tak jak i on z mojego życia. Nic nie zmienia tego, że żyję, że chodzę do szkoły, że jestem nastolatką, że planuję przyszłość i że czekam na kogoś kto się pojawi w moim życiu, dla kogo zrobię wszystko i będzie potrafił to docenić, nie koniecznie musi być to Patryk. Może to być ktokolwiek, nawet Ty. W moim życiu doszło do zmian. Gdzieś na dnie nadal jestem tą dziewczyną z kiedyś. Tam gdzieś, w środku. Ale dorosłam jeszcze bardziej. Liczę się ja, postawiłam priorytety już w pełni, już żyje prawdziwie. Mam ochotę tańczyć w deszczu, pragnę by ktoś stracił dla mnie głowę. Jak każda kobieta marzę o wielkiej miłości z cudownym facetem. Zaraz wszystko się zmieni, jeszcze rok i wszystko ulegnie zmianie. Uparcie dążę do celu. Przeczytałam dziś wszystkie notki z innych blogów. Kochani, ja tak bardzo się zmieniłam. Tak bardzo dorosłam. Tak bardzo zasmakowałam życia w każdej postaci. Tak bardzo pragnęłam, tak bardzo komplikowało się wszystko, tak bardzo dałam radę. Jak zawsze. Tak bardzo jestem wyjątkowa i tak bardzo kolejne rozstanie nauczyło mnie wiele. Nauczyło mnie jaką być i jak bardzo nie można dawać sobą pomiatać. Jak bardzo liczy się coś więcej niż samo bycie razem. I właściwie chętnie bym mu podziękowała i zaapelowała do jego następnej dziewczyny, że tak bardzo nie polecam związku na odległość z tym człowiekiem. Patryk pokazał mi jak bardzo nie powinno się oddawać w pełni człowiekowi, który nie potrafi docenić tego co ma. No ale przecież "byłbym w stanie się w Tobie zakochać" śmieszne. Wracając do mnie, jestem kobietą. Młodą, ale kobietą. Jestem wyjątkowa. Jestem ładna. Tak bardzo w to wszystko wierzę. Czas zająć się tylko sobą, zostawiam facetów w kąt. Jednak gdy któryś postanowi o mnie zawalczyć powiem od razu - nie będzie łatwo. Lecz wysiłek, obiecuje Ci - będzie rekompensujący. Wystarczy chcieć. Człowiek, który chce - może wszystko. 

piątek, 27 lutego 2015

Tak przeklinam. Przeklinam w chuj często i w chuj wulgarnie,
ale przekleństwa są wulgarne. Ja też jestem wulgarna, przepraszam.

Zastanawiacie się czasem nad tym jak to by było gdyby ludzie przestali mówić? Pamiętacie te czasy kiedy przychodziliście zapłakani do domu i za żadne skarby nie wydusiliście z siebie tego co się stało? Chociaż rodzice stali i powtarzali - powiedź wreszcie, dziecko. To i tak twardo trzymaliście to w zamknięciu i albo nie mówiliście nigdy, albo nagle wybuchaliście słowotokiem. A teraz wyobraźcie sobie, że nie mówicie. Nie istnieje coś takiego jak język migowy i nie ma porozumiewania się. Wiecie, to komiczna sytuacja, pomimo, że żenująco smutna - naprawdę komiczna. Taki człowiek, zamknięty w swojej skorupie nie powie nic, cierpi, bo nikt go nie słyszy i cierpi, bo jest sam i cierpi, bo twierdzi, że nikt go nie rozumie. Ludzie, którzy go otaczają próbują do niego dotrzeć, szukają szczelin między płatami kokonu i w rezultacie i tak odchodzą od niego, bo jak długo można próbować słyszeć coś, co nie posiada głosu. I w tym momencie zbliżyliśmy się do tej komicznej sytuacji, bo wystarczyło by tylko zacząć mówić. Nic więcej. Gdyby tak każdy z nas mówił co myśli, co sądzi i co czuje, jak bardzo prostsze byłoby nasze życie? Kiedy leżałam w szpitalu rozmawiałam z matką dziewczynki, która leżała obok. Wspomniała mi, że jej męża trzeba ciągnąć za język. Zaśmiałam się, że dobrze to znam, że nie zniosłam takiej sytuacji, że mnie przerosła. Na co ona stwierdziła, że gdyby miała jeszcze raz zacząć spotykać się ze swoim obecnym mężem wiedząc, że to będzie nieodłączny element jej życia nie zgodziłaby się. To podniosło mnie na duchu. Wracając jednak jak łatwo byłoby gdyby tak się stało? Owszem, zapewne wiele pociągnęło to by za sobą skutków, gdyby nagle spotkało się dwóch prezydentów i jeden powiedziałby - najchętniej to bym was wszystkich powybijał. Albo gdyby jeszcze działało to za czasów Holocaustu, jechaliby do tego obozu wiedząc na co się piszą. Nie żyli by w złudzeniu, że może niedługo pójdą w życie dalej. Mowa to taka dziwna sprawa. Każdy ją ma, właściwie każdy lecz nie każdy używa jej wraz z mózgiem. Kiedy coś Ci nie pasuje? zacznij mówić. Jeżeli nie chcesz mówić, nie mów. Ale powiedź, jak często możesz nie chcieć?

Znasz to uczucie
Gdy otwierasz oczy i wiesz, że to na nic

Tak wiele razy upadałam, tak często podnosiłam się wygrana. Rozstanie w miarę możliwości w sposób ugodowy wpłynęło na mnie źle, nigdy nie jest łatwo, szczególnie kiedy przegrywa się z czasem po pół roku związku. Ludzie przyzwyczajają się szybko, nic w tym dziwnego. Każdy pragnie kochać i być kochanym. Czy kochałam? Uczucie to względne słowo. Co człowiek, to definicja. Ale szczerze? będę szczera, napiszę tu prawdę o tym, co myślę. I chociaż pewnie będę się nad tym zastanawiać i możliwe, że zdanie mi się zmieni to powiem, że nie żałuję. Jestem szczęśliwa. Nie, żebym nie była podczas bycia z Patrykiem. Byłam, bardzo. Ale czasami pewne sprawy zaczynają nam tłamsić okoliczności. Może tak będzie lepiej? Ludzi poznaje się po tym jak kończą, nie jak zaczynają. Tak było i tym razem. Chcecie prawdy? O to ona. Tęsknie, ale nie tylko za nim. Chciałabym spróbować od nowa, ale nie czekam. Postanowiłam, że to koniec. Koniec, po prostu koniec. Zasługuje na kogoś, kto potrafi zrozumieć kilka spraw. Nie umiem nazwać tego wszystkiego słowami. Jeżeli on to czyta będzie wiedział co myślę, powiedziałam mu to osobiście. Ale teraz? sytuacja jest tak żenująca i zabawna, że na samą myśl zaczynam się śmiać. I może pewnego dnia on będzie chciał to wszystko pogodzić, naprawić, ale kto wie? czy ja będę czekać? Tego nie wiem, na chwilę obecną mam tak mieszane uczucia, że jest mi to obojętne. Jestem szczęśliwą singielką, która nie potrzebuje teraz nikogo. Mam sentyment do ludzi, tak bardzo, że pomimo tego jak bardzo przez kogoś cierpiałam potrafię normalnie wymieniać z tą osobą smsy, rozmowy. To takie dość, komiczne. Wydaje mi się, że każdemu można wybaczyć, do wszystkiego można wrócić, wszystko naprawić, wszystko zniszczyć i z wszystkiego zrezygnować. Ja się nie pcham, los pokaże jaki plan ma dla mnie. Jednak po co ludziom nienawiść? Ja już wybaczam. 

niedziela, 22 lutego 2015

Niesiemy dla was wojnę


Dobra, czas na prawdziwą notkę. Taką przemyśleniową, bo zaraz akurat lecę na piwo do Marcina. Oh, jak dobrze mieć przyjaciół. Postanowiłam postawić na zmiany w moim życiu. Zmiany są potrzebne. Zawsze co jakieś rozstanie coś we mnie się zmienia. Czy mam się dobrze? Nie jest źle. Bawię się życiem, ale dalej jest mi brak. Jednak nic nie trwa wiecznie i nie można mieć sentymentów. Co oczywiście nie oznacza, że nie czekam, lecz na wiele rzeczy również czekam, więc jakie to ma znaczenie? Co dzisiaj? Otóż dzisiaj miałam bardzo myślący dzień, rozdrapałam stare blizny tylko po to by w końcu pomóc im się zagoić, a nie stworzyć strupy. Więc postanowiłam wszystkim wybaczyć, wybaczyć wszystko. Wiele litrów łez, miesiąc depresji i naprawdę wybaczam wszystko. Nikt nie zasługuje na nienawiść, a wszystko widać i tak jak na dłoni. Wystarczy to docenić. Postanowiłam, że jeżeli ktoś jest wobec mnie w porządku dlaczego mam siać nienawiść? Nie chodzi o to by zacząć coś od nowa. Chociaż, naprawdę czasami warto. Czasami kilka słów, kilka zdań może zakopać topór. Na topór pod ziemią zawsze znajdzie się miejsce, bo czemu by nie? Więc wybaczam. Wszystkim. Egzystuje na pozór dobrze, ale teraz chce tylko jeszcze raz powiedzieć - wybaczam i już teraz mogę zacząć wszystko od nowa.

sobota, 21 lutego 2015



W porządku

Doskwiera mi nuda z jednego ważnego powodu, nie mam siły wstać, żeby umyć się, przebrać i położyć się do łóżka. Bolą mnie stopy od tańca tak bardzo, że ledwo chodzę. Minęła północ i jest już dwudziesty drugi. To zabawne jak zapieprza czas. Kiedy jesteśmy mali tak bardzo się dłuży. A teraz zaczęło się liceum i jakby nie patrzeć minął już semestr. Siedzę, światło się pali, wino już odstawiłam, do tego pościągałam muzykę, poprzeglądałam prasę i w sumie chyba zrobiłam już większość rzeczy, które na co dzień robię. Dzisiaj znalazłam fajny tekst, który mówi, że nie ważne co zrobisz w życiu, nie ważne na czym się skupisz, nie ważne kto Cię zrani i kto odejdzie. Nie ważne , która jest godzina i co się stało, wszystko zawsze kończy się na tym, że siedzisz przed komputerem i coś jesz. So true. 


Tak, właśnie tak. Nikt nie zasługuje na bycie opcją zapasową.

Dość długo zastanawiałam się co by dziś napisać. Próbuje uniknąć dziwnej notki, która skończyłaby się długim spacerem w słuchawkach po ciemku, bo jeszcze wcześnie robi się ciemno i powinnam z tego korzystać. Wczorajsza impreza naprawdę była udana. Kiedy przyszłyśmy z Justyną do środka, Kuba z Patrycją, Sebastian z Kamilą i Ola z Piotrkiem już tam byli. Na szczęście zarezerwowali stolik. Było tak mało osób, że zastanawialiśmy się czy impreza na pewno jest tutaj. Jednak w Gwincie jest zasada, że do klubu przychodzą studenci dopiero po 22. No i też tak było. Prawdę mówiąc, dziękuje Bogu, że Gwint jest tak wielkim klubem, bo gdyby nie to, sardynki w puszce. Trochę posiedzieliśmy przy piwie, a za moment spotkałyśmy opiekunów z obozu, było zabawnie. Wcześniej jeszcze Marcina przed klubem i o jeju, naprawdę wielu ludzi. W tym nauczyciela Hisu z 4LO...pozdrawiam. No i w pewnym momencie pojawił się mój były facet. Buzi, buzi. Jego koledzy buzi buzi i wszyscy w swoje strony. Wiadomo, nie obeszło się bez tańca z Dawidem, wielu tańców z Dawidem, jednak Dawid to Dawid. Ale koncert Zorki naprawdę udany. Po 3 wyszłyśmy do domu. A potem dosłownie 30 sekund i sen. Tyle godzin tańca, to każdy by wymiękł. Musiałam odreagować, tak bardzo w końcu musiałam. No i gówno dało w sumie. Mimo, że impreza się udała, to jak Sebastian zapytał mnie, gdzie jest i jak tam miłość z "Moim Agentem" to...ajej. I tu w sumie bym mogła podziękować Dawidowi, bo zaraz mnie złapał za rękę i zabrał do tańca. Więc podsumowując wszystko, impreza udana, natomiast humor dalej nie jest za dobry. Jednak mam wino, kolejne wino. I to się nazywa rozrywka. Nie bardzo wiem jak się czuje. Chyba nadal kiepsko. W sumie, to fizycznie czuję się mega, ale psychicznie czuję się różnie, no właśnie. Nie mogę się poddać, ale to śmieszne, że osoba, która mówi, że nic jej nie przeszkodzi w dążeniu do celu przegrywa w możliwości mienia szczęścia z czasem. No to faktycznie, pozazdrościć. Bawię się całkiem nieźle. Nadal pragnę, żeby był, ale powoli przestaje czekać. 
To zabawne, ja też przegrałam z czasem. 

piątek, 20 lutego 2015

Wróciłam do domu, nie poszłam na pierwszą lekcje, bo po co? Zaraz przygotuje ubranie na imprezę, zjem i pójdę spać. Nie podoba mi się ten dzień, tak bardzo mi się nie podoba. Jeszcze w poniedziałek do szpitala, już tyle osób zapowiedziało się, że wpadnie... Ale dalej nie ta, co jest odpowiednia. Co chciałabym, żeby była. Minęło tyle dni i tracę czas. Ale co zrobić?

czwartek, 19 lutego 2015






Dwa uczucia , dwie połówki , dwa serca

wspólny księżyc lecz inny wszechświat
jeden typ w dwóch różnych miejscach
Szukając szczęścia na innych ścieżkach
iluzja w gestach , iluzja w słowach
Jak bardzo wierzysz to zaczynasz od nowa
lecz czy to pora ? Czy to ma sens?
Zobacz co chowa się w głębi duszy twej.

You so freaky

Dawno temu, jakiś miesiąc wstecz, a może to nie był ten rok? Może to wydarzyło się już dawno temu? Może gdzieś tam nie było wcale pietnastki na końcu, a jakieś zero zero? Może tamtego dnia zaczął kształtować się mój charakter? Z pozoru prosty. Ale nic bardziej mylnego. Wielu ludzi mnie zna, wielu ludzi mnie akceptuje, tak niewielu ludzi znosi wszystko związane ze mną. Niewiele, ale jednak tak sporo. Często się wściekam, tracę kontrolę i wyobrażam sobie rzeczy, które nie mają racji bytu. Potrafię z igły zrobić widły, ale nigdy nie tkwić w błędzie. Bycie szczerą wiele odbiera, ale przynajmniej wiem na czym stoję. Zbyt często mówię co myślę, nie myśląc co mówię. Potrafię zranić i płacze, gdy ktoś rani mnie. Nocami często nie śpię i próbuje pozbierać myśli. Przywiązuje się tak bardzo, że często nie jestem w stanie usiąść spokojnie. Gdy coś mnie niszczy zatracam się bez pamięci. Zaczynam mocno imprezować, pić i podpalać. Traktować ludzi jak gówno tylko dlatego, że nie umiem inaczej się bronić. Porażek nie traktuję jak końca, nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie żyć i że ono nie ma sensu - bo ma. Jakieś. Wtedy nocami nie śpię. Spotykam się wtedy też z ludźmi, z którymi nie chce się widzieć. I wszystko jest takie mdłe. I tak jak dzisiaj, mogę iść ulicą i śpiewać, sprawiać, że ludzie się uśmiechają, ale tak naprawdę tylko ja i moi najbliżsi wiedzą jak wygląda świat w mojej głowie. Strasznie nie lubię udawać i nie zdziwmy się, że blog zostanie opanowany złą aurą. Nie mam się najlepiej. To kwestia kilku spraw, a jutro i tak będę przeżywać to jeszcze bardziej, bo gdy ktoś miał być, a go nie ma, to rodzi się coś, czego nie jest się w sposób nazwać. Nie lubię wszystkich, co sprawia, że tylko prawdziwi są dla mnie ważni. To wszystko jest takie do dupy. Czuję się jak kobieta w ciąży. Cały czas odczuwam brak. Siadam kompletnie uśmiechnięta i wszystko gra, a po chwili magia pryska i jak gdyby nigdy nic tracę humor, zaczynam myśleć, analizować i wpadać w dziwny nastrój, a widać po mnie podobno tak, że nie idzie mi tego ukryć. I nie raz ktoś pyta - dalej myślisz, co? Ale chce żeby było dobrze, teraz wielu rzeczy pragnę, jedną osobę i wielu rzeczy. Chce żeby było dobrze, chce wstać rano i nie patrzeć z nadzieją na wyświetlacz, bo pomimo, że umiera ostatnia tak bardzo zżera człowieka. Wiecie? Najgorsze, a właściwie prawie najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja tak bardzo mogłam przesadzić i że tak bardzo mocno czekam i tak bardzo chcę przeprosić. To nieco dobry paradoks. Ktoś sprawia Ci nie lada kiepskie uczucie, a Ty wiesz, że gdybyś tylko zobaczyła numer na ekranie swojego telefonu, serce podeszłoby Ci do gardła i czekałabyś na te kilka słów, kilka zdań. Z tak wielką nadzieją, że może oboje chcecie coś naprawić.
To część mnie, to cała prawda.






Po za tym zepsuł mi się piec, wino nie grzeje, a woda jest zimna.
Ratunku 







środa, 18 lutego 2015

 Nie odnosisz czasem wrażenia, że jesteś chujem?

Jak to jest? Starasz się jak możesz. Podejmujesz walkę, oddajesz wszystko i tak bardzo czekasz na lepsze jutro. Poświęcasz czas, myśli i wszystkie chęci. Oddajesz się relacji tak bardzo jak to możliwe. Nie jestem idealna, nigdy nie twierdziłam, że tak jest. Brakuje mi pokory i wiele razy to słyszałam. Ale nie stoję w miejscu, chce się zmieniać. Ale jak zmieniać się na lepsze, kiedy ludzie zamiast podejmować walkę po prostu się poddają? Mam w sobie to, czego nie chcą mieć inni. Dzieciństwo wpływa na każdego z nas, na mnie wpłynęło tak, że każdego dnia boje się, że ktoś mnie zostawi. I to chyba jest tak jak z modlitwą. Im bardziej prosisz Boga o coś tym bardziej tego nie dostajesz. Tak bardzo potrzebowałam zainteresowania, że nie zauważyłam iż zamiast przyciągać tak bardzo odpycham. Nie lubię jednak zmieniać się dla kogoś, kto nie potrafi docenić , że mnie ma. Damy radę - mówił. Tęsknie - twierdził. A teraz gdzie jest? Pewnie siedzi gdzieś z kumplami, a ja? Ja słucham jakiejś melancholijnej piosenki, wypiłam prawie pół wina i jakoś tak nie mogę pozbierać myśli. To nie tak, że moje życie straciło sens. Nic podobnego. Nie załamał mi się świat, nie potrzebuje jakiejś terapii. Tylko czasu, trochę alkoholu, a najlepiej to jego. To śmieszne, że osoba, przez którą dzieje się co się dzieje jest jedynym środkiem leczenia, które przypada na nasz przypadek. Trudno mi uwierzyć, że ktoś nagle zmienił zdanie. Ja wiem, zaczęłam cyrk, pokazałam na co mnie stać i tak bardzo wjechałam na ego i tak bardzo nie potrafiłam się powstrzymać. W gruncie rzeczy przecież ja tylko powiedziałam co mnie boli. Miałam nadzieję, że wszystko się naprawi. Minęło tyle czasu i myślałam, że twardo stoimy przy sobie. Myliłam się. Mogę przeprosić za to jaka jestem, ale nie przeproszę za to, że ktoś nie potrafił zrozumieć kilku spraw. Miałam tak wielką nadzieję, że przecież wszystko ulegnie zmianie. Nie on, a podejście. Nie chciałam nic zniszczyć. Chciałam naprawić. Nie chciałam zranić, chciałam uświadomić. Tak bardzo pomylił sens tego wszystkiego. A teraz? Prawdę mówiąc. Nie mogę poradzić sobie z myślami, myślę o wszystkim. Szczególnie o tej sytuacji. Tak wiele rzeczy się nie zgadza. Tak bardzo wierzę, że to wszystko to tylko nocna zmora, że jutro obudzę się i zobaczę te piękne hej na wyświetlaczu, którego tak bardzo szukam każdego ranka. Nie chce brzmieć jak idiotka, kurde. Może trochę tak jest. Bo tylko głupiec umie zniszczyć takie coś co sprawiało, że jestem szczęśliwa. Nie potrafię usunąć wiadomości, schować w karton koszulki i zapomnieć, a przecież wszyscy mówią - gdyby chciał...zapomnij. Ale ja nie chce zapominać, nie chce by ktoś go obraził. Chce go z powrotem. Mogę przepraszać, prosić. Przecież już próbowałam. Na nic to dało. A teraz dwudziestego będę umierać, bo przecież tego dnia miał być. A potem 21. A w poniedziałek do szpitala i tydzień patrzenia w obskurne ściany szarego budynku. Oh, melancholio. Tak bardzo chce go z powrotem, chce zmienić siebie, chce zacząć od nowa. Tak bardzo nie mogę już nic zrobić. A gdyby tylko napisał, gdyby tylko napisał naprawmy, cześć, nawet bym się nie zastanawiała. Oboje to spieprzyliśmy i oboje możemy to naprawić. Okrutna proza rzeczywistości. 

poniedziałek, 16 lutego 2015


Słuchaj ziom
to nie mój styl
ale naprawdę chce skończyć z tym
nie mam sił
by uciec stąd
zostać w tym
czuje, że to byłby duży błąd
jebać ją
powiedź stop
jebać ją
to słaby dill
zachowuje się jak durny szczyl
jak wytrwać w tym 
jebać miłość




DAJE RADĘ, BO CZEMU MAM NIE DAĆ?
JUŻ ROK TEMU TO PRZEŻYWAŁAM
TA SAMA DATA








Był też moją ostoją, a zarazem moim przeciwieństwem - pasowaliśmy do siebie idealnie. Ja byłam impulsywna i uczuciowa, on - spokojny i mądry. Czułam się przy nim bezpiecznie zarówno psychicznie jak i fizycznie... i wiedziałam, ze mogę na nim polegać w każdej sytuacji.







wtorek, 10 lutego 2015


Cytrynówka z moich kubkach, thc w bibułkach

Jest w porządku, a potem nie i tak w kółko. Dziwne kółko , coś w stylu rondo, co chwilę jakaś możliwość i znów rondo. Zaczęła się szkoła i wstawanie rano, co łączy się z tym, że już dziś odsypiałam w dzień. Twarde reguły głupiej gry. Napisałabym coś konkretniejszego, natomiast jest już po północy i rozmawiam przez facebooka z kilkoma osobami w sumie i śmieję się z kawałów, które wymieniam. Zawiodłam się w przeciągu kilku dni na kilku osobach. Niestety, taka kolej rzeczy, życie i te de i te pe. Natomiast co nas nie zabije to nas wzmocni. Jakiś czas temu poznałam oficjalnie pewnego chłopaka, w sumie widzieliśmy się w formie koleżeńskiej już dwa razy i powiem szczerze, z ręką na sercu, że jest tak przeoptymistyczną osobą, że aż chce się na niego patrzeć. I tak dzisiaj doszłam z nim do wniosku, że może się zarażę nią od niego, bo skoro z kim przystajesz takim się stajesz. Od następnego tygodnia podobno chodzę dwa razy w tygodniu na basen z klasą. Tak się śmiałam do koleżanki, że z takim wysportowaniem , że lekcja ruchu fizycznego, ciężki mundur, basen i sztuki walki to cud, miód i orzeszki.
Kocham was wszystkich, żartowałam.

środa, 4 lutego 2015

Że niby taki nieśmiały

Dostałam pracę i w pełni się jej oddaje. To takie dziwne, że nie wiem. Ale obecnie bateria od aparatu się ładuje i jestem w dupie, bo bez tego ani rusz. Humorek nieco lepszy, ale postanowienie nadal jest. Boli mnie całe podbrzusze i to nie jest spoko. Chuj tam, nie wiem co pisać. elo srelo. 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Zmienił się wokół świat

Nie wiem, zaczynam przestawać poznawać siebie. Nie widzę w sobie zachowań i pewności siebie, która była, i które były nieodłącznym elementem mojego życia. Robię rzeczy, których nie zrobiłabym wcześniej i mieszam sobie w głowie tak, że nie jestem w stanie pozbierać myśli. Mam ochotę usiąść i płakać, bo nie wiem co robić. Kompletnie rozkładam ręce. Inaczej wyobrażałam sobie moje życie wchodząc w inne interakcje niż normalnie. Jednak teraz, jedyne co przychodzi mi do głowy to - zostaw to wszystko w pizdu. Moje skrzydła zostały przycięte, to wiem na pewno. Czekam, chociaż przestaję mieć na to najmniejszą ochotę. Czekam cały czas twardo, ale tracę chęci i czeka mnie poważna rozmowa, a potem mogę być znów, całkiem sama.  

Znajdź