::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

środa, 18 lutego 2015

 Nie odnosisz czasem wrażenia, że jesteś chujem?

Jak to jest? Starasz się jak możesz. Podejmujesz walkę, oddajesz wszystko i tak bardzo czekasz na lepsze jutro. Poświęcasz czas, myśli i wszystkie chęci. Oddajesz się relacji tak bardzo jak to możliwe. Nie jestem idealna, nigdy nie twierdziłam, że tak jest. Brakuje mi pokory i wiele razy to słyszałam. Ale nie stoję w miejscu, chce się zmieniać. Ale jak zmieniać się na lepsze, kiedy ludzie zamiast podejmować walkę po prostu się poddają? Mam w sobie to, czego nie chcą mieć inni. Dzieciństwo wpływa na każdego z nas, na mnie wpłynęło tak, że każdego dnia boje się, że ktoś mnie zostawi. I to chyba jest tak jak z modlitwą. Im bardziej prosisz Boga o coś tym bardziej tego nie dostajesz. Tak bardzo potrzebowałam zainteresowania, że nie zauważyłam iż zamiast przyciągać tak bardzo odpycham. Nie lubię jednak zmieniać się dla kogoś, kto nie potrafi docenić , że mnie ma. Damy radę - mówił. Tęsknie - twierdził. A teraz gdzie jest? Pewnie siedzi gdzieś z kumplami, a ja? Ja słucham jakiejś melancholijnej piosenki, wypiłam prawie pół wina i jakoś tak nie mogę pozbierać myśli. To nie tak, że moje życie straciło sens. Nic podobnego. Nie załamał mi się świat, nie potrzebuje jakiejś terapii. Tylko czasu, trochę alkoholu, a najlepiej to jego. To śmieszne, że osoba, przez którą dzieje się co się dzieje jest jedynym środkiem leczenia, które przypada na nasz przypadek. Trudno mi uwierzyć, że ktoś nagle zmienił zdanie. Ja wiem, zaczęłam cyrk, pokazałam na co mnie stać i tak bardzo wjechałam na ego i tak bardzo nie potrafiłam się powstrzymać. W gruncie rzeczy przecież ja tylko powiedziałam co mnie boli. Miałam nadzieję, że wszystko się naprawi. Minęło tyle czasu i myślałam, że twardo stoimy przy sobie. Myliłam się. Mogę przeprosić za to jaka jestem, ale nie przeproszę za to, że ktoś nie potrafił zrozumieć kilku spraw. Miałam tak wielką nadzieję, że przecież wszystko ulegnie zmianie. Nie on, a podejście. Nie chciałam nic zniszczyć. Chciałam naprawić. Nie chciałam zranić, chciałam uświadomić. Tak bardzo pomylił sens tego wszystkiego. A teraz? Prawdę mówiąc. Nie mogę poradzić sobie z myślami, myślę o wszystkim. Szczególnie o tej sytuacji. Tak wiele rzeczy się nie zgadza. Tak bardzo wierzę, że to wszystko to tylko nocna zmora, że jutro obudzę się i zobaczę te piękne hej na wyświetlaczu, którego tak bardzo szukam każdego ranka. Nie chce brzmieć jak idiotka, kurde. Może trochę tak jest. Bo tylko głupiec umie zniszczyć takie coś co sprawiało, że jestem szczęśliwa. Nie potrafię usunąć wiadomości, schować w karton koszulki i zapomnieć, a przecież wszyscy mówią - gdyby chciał...zapomnij. Ale ja nie chce zapominać, nie chce by ktoś go obraził. Chce go z powrotem. Mogę przepraszać, prosić. Przecież już próbowałam. Na nic to dało. A teraz dwudziestego będę umierać, bo przecież tego dnia miał być. A potem 21. A w poniedziałek do szpitala i tydzień patrzenia w obskurne ściany szarego budynku. Oh, melancholio. Tak bardzo chce go z powrotem, chce zmienić siebie, chce zacząć od nowa. Tak bardzo nie mogę już nic zrobić. A gdyby tylko napisał, gdyby tylko napisał naprawmy, cześć, nawet bym się nie zastanawiała. Oboje to spieprzyliśmy i oboje możemy to naprawić. Okrutna proza rzeczywistości. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znajdź