Tak, właśnie tak. Nikt nie zasługuje na bycie opcją zapasową.
Dość długo zastanawiałam się co by dziś napisać. Próbuje uniknąć dziwnej notki, która skończyłaby się długim spacerem w słuchawkach po ciemku, bo jeszcze wcześnie robi się ciemno i powinnam z tego korzystać. Wczorajsza impreza naprawdę była udana. Kiedy przyszłyśmy z Justyną do środka, Kuba z Patrycją, Sebastian z Kamilą i Ola z Piotrkiem już tam byli. Na szczęście zarezerwowali stolik. Było tak mało osób, że zastanawialiśmy się czy impreza na pewno jest tutaj. Jednak w Gwincie jest zasada, że do klubu przychodzą studenci dopiero po 22. No i też tak było. Prawdę mówiąc, dziękuje Bogu, że Gwint jest tak wielkim klubem, bo gdyby nie to, sardynki w puszce. Trochę posiedzieliśmy przy piwie, a za moment spotkałyśmy opiekunów z obozu, było zabawnie. Wcześniej jeszcze Marcina przed klubem i o jeju, naprawdę wielu ludzi. W tym nauczyciela Hisu z 4LO...pozdrawiam. No i w pewnym momencie pojawił się mój były facet. Buzi, buzi. Jego koledzy buzi buzi i wszyscy w swoje strony. Wiadomo, nie obeszło się bez tańca z Dawidem, wielu tańców z Dawidem, jednak Dawid to Dawid. Ale koncert Zorki naprawdę udany. Po 3 wyszłyśmy do domu. A potem dosłownie 30 sekund i sen. Tyle godzin tańca, to każdy by wymiękł. Musiałam odreagować, tak bardzo w końcu musiałam. No i gówno dało w sumie. Mimo, że impreza się udała, to jak Sebastian zapytał mnie, gdzie jest i jak tam miłość z "Moim Agentem" to...ajej. I tu w sumie bym mogła podziękować Dawidowi, bo zaraz mnie złapał za rękę i zabrał do tańca. Więc podsumowując wszystko, impreza udana, natomiast humor dalej nie jest za dobry. Jednak mam wino, kolejne wino. I to się nazywa rozrywka. Nie bardzo wiem jak się czuje. Chyba nadal kiepsko. W sumie, to fizycznie czuję się mega, ale psychicznie czuję się różnie, no właśnie. Nie mogę się poddać, ale to śmieszne, że osoba, która mówi, że nic jej nie przeszkodzi w dążeniu do celu przegrywa w możliwości mienia szczęścia z czasem. No to faktycznie, pozazdrościć. Bawię się całkiem nieźle. Nadal pragnę, żeby był, ale powoli przestaje czekać.
To zabawne, ja też przegrałam z czasem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz