You so freaky
Dawno temu, jakiś miesiąc wstecz, a może to nie był ten rok? Może to wydarzyło się już dawno temu? Może gdzieś tam nie było wcale pietnastki na końcu, a jakieś zero zero? Może tamtego dnia zaczął kształtować się mój charakter? Z pozoru prosty. Ale nic bardziej mylnego. Wielu ludzi mnie zna, wielu ludzi mnie akceptuje, tak niewielu ludzi znosi wszystko związane ze mną. Niewiele, ale jednak tak sporo. Często się wściekam, tracę kontrolę i wyobrażam sobie rzeczy, które nie mają racji bytu. Potrafię z igły zrobić widły, ale nigdy nie tkwić w błędzie. Bycie szczerą wiele odbiera, ale przynajmniej wiem na czym stoję. Zbyt często mówię co myślę, nie myśląc co mówię. Potrafię zranić i płacze, gdy ktoś rani mnie. Nocami często nie śpię i próbuje pozbierać myśli. Przywiązuje się tak bardzo, że często nie jestem w stanie usiąść spokojnie. Gdy coś mnie niszczy zatracam się bez pamięci. Zaczynam mocno imprezować, pić i podpalać. Traktować ludzi jak gówno tylko dlatego, że nie umiem inaczej się bronić. Porażek nie traktuję jak końca, nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie żyć i że ono nie ma sensu - bo ma. Jakieś. Wtedy nocami nie śpię. Spotykam się wtedy też z ludźmi, z którymi nie chce się widzieć. I wszystko jest takie mdłe. I tak jak dzisiaj, mogę iść ulicą i śpiewać, sprawiać, że ludzie się uśmiechają, ale tak naprawdę tylko ja i moi najbliżsi wiedzą jak wygląda świat w mojej głowie. Strasznie nie lubię udawać i nie zdziwmy się, że blog zostanie opanowany złą aurą. Nie mam się najlepiej. To kwestia kilku spraw, a jutro i tak będę przeżywać to jeszcze bardziej, bo gdy ktoś miał być, a go nie ma, to rodzi się coś, czego nie jest się w sposób nazwać. Nie lubię wszystkich, co sprawia, że tylko prawdziwi są dla mnie ważni. To wszystko jest takie do dupy. Czuję się jak kobieta w ciąży. Cały czas odczuwam brak. Siadam kompletnie uśmiechnięta i wszystko gra, a po chwili magia pryska i jak gdyby nigdy nic tracę humor, zaczynam myśleć, analizować i wpadać w dziwny nastrój, a widać po mnie podobno tak, że nie idzie mi tego ukryć. I nie raz ktoś pyta - dalej myślisz, co? Ale chce żeby było dobrze, teraz wielu rzeczy pragnę, jedną osobę i wielu rzeczy. Chce żeby było dobrze, chce wstać rano i nie patrzeć z nadzieją na wyświetlacz, bo pomimo, że umiera ostatnia tak bardzo zżera człowieka. Wiecie? Najgorsze, a właściwie prawie najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja tak bardzo mogłam przesadzić i że tak bardzo mocno czekam i tak bardzo chcę przeprosić. To nieco dobry paradoks. Ktoś sprawia Ci nie lada kiepskie uczucie, a Ty wiesz, że gdybyś tylko zobaczyła numer na ekranie swojego telefonu, serce podeszłoby Ci do gardła i czekałabyś na te kilka słów, kilka zdań. Z tak wielką nadzieją, że może oboje chcecie coś naprawić.
To część mnie, to cała prawda.
Po za tym zepsuł mi się piec, wino nie grzeje, a woda jest zimna.
Ratunku

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz