::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

wtorek, 30 września 2014

Moje buty i kajdany zrobią z Ciebie zwykłą szmatę

Kiedy wybierałam profil w szkole średniej wiedziałam, że to na pewno będzie policja. Tu nigdy nie chodziło o to, że lubię bądź nie lubię policji. W stu procentach chodziło o to, że kiedy miałam 15 lat jeden policjant uratował mi dupsko. Bo głupota dzieciaka wzięła górę i było trzeba się ratować. I teraz kiedy śmiało idę w mundurze, a na plecach na koszulce pisze " Liceum Ogólnokształcące Centrum Szkół Mundurowych" idę dumnie z podniesioną głową, bo nie mam się czego wstydzić. Ciężkie buty walą o podłogę, a pas mocno ściska biodra, musztra jest dobra, a chodzenie w długie dystanse wymaga koordynacji ruchów. Tyle, że ja właśnie na to się zdecydowałam. I właśnie to lubię robić. Więc kiedy idę przez szkołę, a inne klasy mundurowe krzyczą - "psy jadą", ewentualnie "Mamy tradycję, jebać policje" - zaczynam się śmiać. Nie dlatego, że to mnie podkręca, raczej chodzi o to, że wszyscy którzy to krzyczą srają na widok policji, jak tylko widzą napis policja spierdalają szybciej niż światło, takie z nich chojraki. 




Ciemny mundur, w nim odwaga, tutaj każdy jak brat
Będziemy cię ścigali, choćby miał się kończyć świat
Dojedziemy i zgnoimy twą ekipę pełną szmat
A następne pozdrowienia wyślecie zza krat

Każdy obywatel za nas w ogień dzisiaj skoczy
Za wami z bloku co śmierdzi biedą i moczem,
stoi frajerski skład, bez honoru i ambicji
Dresowe kurwy, oddajcie pokłon policji!

Jeden z drugim wielki kozak, na pakerni sto na klatę
Moje buty i kajdanki zrobią z ciebie zwykłą szmatę
Gdy lansujesz się na dzielni, golfik trójka, pełen bajer
JA PODJEŻDŻAM SREBRNĄ KIĄ TY SPIERDALASZ JAK TEN FRAJER


poniedziałek, 29 września 2014

Nie dam nam szans na więcej

Kompletnie nie rozumiem ludzi którzy mówią na swoich rodziców "starzy", "mój stary" czy "moja stara". Jak tylko to słyszę, to mam ochotę wepchnąć takiej osobie kij w dupę, poważnie. Uważam, że jacy oni by nie byli, jesteśmy częścią nich i mówienie w ten sposób to ewidentny brak szacunku. Jakieś dwa lata po rozwodzie rodziców, kiedy mama związała się z Mariuszem tato zaczął wypominać mi, że kiedy byłam mała powiedziałam mu, że chciałabym mieć innego ojca, i że mam nadzieję, że następny będzie lepszy. Musiałam być kompletnie mała, bo nie pamiętam takiej sytuacji. Teraz w ogóle nie przeszłoby mi to przez gardło. Jeśli chodzi o mojego tatę - uwielbiam go, tak jak i moi znajomi. Każdy ma o nim inne zdanie, ale wszystkie są naprawdę świetne. Naprawdę miło słucha mi się dobrych opinii na temat mojego współtwórcy. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, jeśli chodzi o wszystkie sprawy. No i jest przystojny, więc sam fakt przebywania z nim jest ciekawy, szczególnie jak kobiety się za nim odwracają. Tak więc jeżeli twoja mama jest wolna, to daj znać haha :D

niedziela, 28 września 2014


 I chuj mnie obchodzi krytyka i owacja

Powiem tak...impreza w Gwincie? No zajebiście, naprawdę. W ostatnim czasie kilka imprez nie urywało dupy i uważałam je za nieco zbędne wydanie kasy, ale wczorajsza impreza była świetna. Po pierwsze kiedy weszłyśmy do środka lekko po dwudziestej pierwszej w klubie było jakieś...20 osób? Usiadłyśmy kulturalnie na siedzeniach i zgodnie doszłyśmy do wniosku, że gdybyśmy nie miały darmowych wejść to klęłybyśmy na siebie, że wydałyśmy 12 złotych na gównianą imprezę. Ale Gwint ma to do siebie, że chociaż nie wiem co by się działo ludzie zaczynają schodzić się po 22. I tak też się stało, o 22 było już znaczenie wiele ludzi i prawie wszyscy tańczyli na parkiecie - w tym my - wiadomo. Chłopacy byli całkiem całkiem. W żadnym wypadku nie tańczyłam więcej niż 4-5 piosenek sama z Justyną. Najlepiej chyba tańczyło mi się z chłopaczkiem w białej koszuli. Przetańczyłam z nim naprawdę wiele piosenek aż w końcu stwierdził, że już mnie nie puści, no niestety powiedziałam mu, że muszę iść do przyjaciółki oraz żeby znalazł mnie później. A potem tylko migał mi co jakiś czas z jakimiś panienkami, a lekko po 12 kiedy szłam i minęliśmy się nawet na mnie nie spojrzał, ale był naprawdę spoko i dobrze mi się tańczyło, a o to chyba chodziło nie? Najgorzej tańczyło mi się z wysokim, brodatym studentem, który po 23 chciał uczyć mnie tańca belgijskiego i 3 razy zapytał mnie czy umiem tańczyć solo oraz który z dziesięć razy powiedział mi, że kobiety umieją tańczyć, bo mają to coś, a faceci nie potrafię, czy jakoś tak. Tańczyłyśmy z Justyną z wieloma chłopakami no i jedyne czego mogę rozpaczać, to że przerwałam taniec z chłopaczkiem w białej koszuli. Na dodatek jedną z lepszych rzeczy które się wydarzyły to fakt iż Justyna zajebała dla Adriana Patrycji. Co było tak ewidentnie piękne, że ryłam długo z tego incydentu. Niezapomniana mina Justyny po fakcie. Wróciłam do domu w nocy, przeżyłam scenę zazdrości Karola, co jest mega słodkie i poszłam spać. Wstałam lekko przed dziesiątą, ogarnęłam się i pojechałam do Białowieży, ale to nie jest takie ciekawe, żeby to opowiadać, więc zachowam dla siebie, chociaż było fajnie, nie powiem, że nie. 
*** 
Znów przekonałam się, że ludzie których nigdy nie poznałam, znają mnie. To naprawdę ciekawe zważając na to, że nie kojarzę żadnego z tych ludzi. I nasuwa mi się tylko tekst piosenki brzmiący : "Dookoła twarze, markerem nie zamażę, on mówi, że Cię zna - ja go kurwa nie kojarzę". W sumie to zabawne, że idziesz sobie ulicą i nagle ktoś mówi do Ciebie "cześć", a Ty zastanawiasz się kto to był. I w sumie nie wiesz, bo skąd masz wiedzieć? Gorsze jest to, że wiele takich ludzi mówi i przekazuje informacje o mnie ot tak, jakby mnie znali, a gówno prawda.

sobota, 27 września 2014

Jedno Ci zdradzę

Piszę tą notkę nie po to by udawać, że jestem kimś więcej niż Klaudią. Otóż nie, no może troszkę... Pewne tematy mam w małym paluszku, temat mojej osoby i moich przyjaciół i wiele innych. Po pierwsze, warto ufać linom papilarnym, więc nie podaję ręki byle komu. Po drugie, ktoś musi być lepszy aby ktoś inny mógłby być gorszy. Dlatego kiedy idę ulicą nie chowam głowy w piasek, tylko dumnie stawiam kroki, żeby było zabawniej to rozstawiam nogi jak facet, co jest efektem bycia chłopczycą za dzieciaka. Do tego chodzę z wyprostowanymi plecami i wiem dokąd idę. Iść, żeby iść? To zdecydowanie nie dla mnie. Wczoraj tak szłam do Blaka z niechęcią, wzięłam kasę na taksówkę, bo jak tylko wyszłam z domu to myślałam, że umrę tak pizgało chłodem. I prawdę mówiąc, było tak kijowo, że o 12 w nocy wyszłam z klubu i wróciłam do domu. Żeby była jasność, bawiłam się dobrze, co nie zmienia faktu, że było chujowo. Multum ludzi, to raz. Kijowa muzyka to dwa, a trzy to pełno dzieciaczków. Dzisiaj lecę do Gwintu i mam nadzieję, że tym razem impreza i w ogóle muzyka będzie lepsza, bo czemu by nie? Teraz idę spać, bo jestem padnięta, tylko najpierw zjem jakąś kanapkę, czy coś ♥

piątek, 26 września 2014

To dotyczy Ciebie, nie dotyczy mnie.

Ranimy i dusimy duszyczki naszych przyjaciół. Depczemy i krzyczymy jak nikt. Zdradzamy i robimy wszystko co zabronione - tylko dlatego, że jesteśmy ludźmi. Szczególnie nienawidzę fałszywek i konfidentów. Więc nie miej za złe mi kiedy nie będę chciała wylizać Ci dupy. Moje zwariowane życie jest jak syzyfowa praca, bo zawsze gdy staję na nogach po klęsce od nowa się wywracam -> nakurwia bezczel i zgadzam się w pełni. Mam niecałe 3 minuty aby skończyć tą notkę i zabrać się za malowanie twarzy tylko po to by po raz kolejny pójść na imprezę do clubu. Tym razem Black wita. Zastanawiam się co ubrać, bo coś stawiam na to, że będzie fchuj zimno, no ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Dzisiaj mamy w dupie wszystko i wszystkich. Bo czemu by nie?

Nie ma nic wstydliwego w tym że kogoś zraniłeś,
każdy ranił, lecz w jaki sposób to zrobiłeś?
Jeśli zdradziłeś to jesteś bez wartości,
nie można Ci ufać bo do kurestwa masz skłonności ♥

wtorek, 23 września 2014

Ból przeminie

Nie wiem czy ten dzień to dzisiaj, że mam ochotę klęknąć i zapytać się, o co chodzi w tym wszystkim i na co mam liczyć. Prosić o radę,a potem znów kląć, że nikt mnie nie słucha. Kto wie, czy ten dzień to dzisiaj. Kto wie? Ten dzień to dzisiaj. I zapowiada się noc taka jak ta ostatnia. Pełna myśli i wrażeń, do diaska.Tak jakby stado aniołów biegało mi po duszy, jakby dawały znać, że przez kolejne stulecie będzie źle i że utopię się znów w jakimś pięknym uśmiechu i znów będę łapać wspólne sny. Bo niektóre noce zdarzają się raz nie dwa. I wstajesz i serce bije jak oszalały i bariery giną, a rano w pół śnie masz ochoty skoczyć i zabić się, albo i nie. I w sumie dziwie się, że się nie przyzwyczajamy do bólu i ran, które co jakiś czas są odrapywane przez myśli. A najgorsze co w tym wypadku możemy zrobić to usiąść i napierdalać smutne rymy, piosenki i czytać wiersze tylko po to by dusza cierpiała mocniej. Nic nie poradzimy, że większość osób tak reaguje na smutek. Możemy to zmienić, kiedy każdy zacznie od siebie. Więc zapraszam do posłuchania piosenki poniżej i do dzieła, świat stoi otworem.

***
Czuję się dobrze, mega dobrze.




Narzekanie na swój wygląd jest jak miłość do brzydkiej osoby, albo się z nią pogodzisz, albo będziesz cierpieć,  a jak się domyślacie, częściej się cierpi. Podstawą dobrego samopoczucie jest akceptacja samej siebie. Trudno o nią zadbać, ale zdecydowanie lepsze efekty są wtedy kiedy próba akceptacji siebie poparta jest dobrymi argumentami. To tak jak moje obgryzanie paznokci przez 15 lat, próbowałam wielu rzeczy, a pomogło tylko to, że facet który mnie zranił lubił piękne paznokcie. Teraz mam piękne paznokcie i jestem z siebie zadowolona. Kiedy uważałam, że potrzebuję schudnąć, zaczęłam biegać i robić brzuszki. I efekty widać od razu. Zawsze narzekałam na swoje nogi, a ostatnio wszyscy mówią, że są chude. No dobra, może ja tak nie uważam, ale naprawdę miło słucha się takich komplementów. Albo fakt, kiedy wchodzę na Skype pogadać z obcym chłopakiem mówiąc tylko - wyglądam strasznie, a on mówi mi , że jestem śliczna. To takie świetne uczucie. Oglądam brzydule i jem popcorn, ostatnio coś się dzieje. Niedługo lecę z Elizką do KFC'a. Więc zwijam kiecę i lecę. 


poniedziałek, 22 września 2014

Polej kolejkę za te martwe marzenia, za wszystko co miało być, czego nie ma

Czasami wiem, że muszę coś zrobić, a tego nie robię. To zupełnie tak jak w tym momencie, chociaż w pełni wiem, że wstaję za niecałe 7 godzin, 6 z kawałkiem, usiadłam jak dzikus i piszę notkę. Słucham piosenki huczuhucza o wyskrobaniu dziecka łyżeczką i piszę z kilkoma osobami. Przy okazji pakuje się do szkoły i odrabiam lekcję. Dzisiejszy dzień nie należał do szalonych, ale był w pełni udany. Przede wszystkim miałam na 10, więc spałam do 9 i było naprawdę super. Potem w mundurach siedzieliśmy w szkole na auli i słuchaliśmy ppłk. Krzysztofa Przepiórki, czyli naszego GROM'owca. Odsyłam do Wikipedii . Było ciężko, bo w mundurze jest mega gorąco pomimo tego, że dzisiaj lał deszcz przez prawie cały dzień. Skończyliśmy lekcję gdzieś lekko po 13. Przyjechał po mnie tato i pojechaliśmy na obiad do restauracji. Zjedliśmy i odwiózł mnie do domu. Miałam iść spać, ale niestety jak zwykle na zamiarach się skończyło. W pewnym momencie ogarnęłam się i pojechałam do centrum do tego mojego głąba ze zdjęcia, czyli do Elizki. Poszłyśmy przez całą lipową i kiedy stałyśmy na przystanku, z drugiej strony ulicy skakał, machał i krzyczał do mnie Szymek, więc podeszłyśmy. Przytuliliśmy się, zapoznałam się z jakimś jego kolegą chociaż za cholerę nie pamiętam imienia, Elizka poznała się z Szymkiem i poszłyśmy na fontannę i Branickich. Potem poszłyśmy na przystanek dwójki i znów spotkaliśmy Szymona w składzie zmienionym, czyli z Marcinem i Arturem. Zapoznali się i pojechałam do domu. Wróciłam, pogadałam z Jamesem na skype, usłyszałam, że jestem ładna, tak 8/10. Czyli śliczna, jak to on twierdził i wykąpałam się. Więc powinnam iść spać i właśnie to robię. 


Pieprz ich, serio.
Nie możesz pozwolić by jakieś dziwki rządziły twoim życiem.
ZDJĘCIE Z OKRESU GIMNAZJUM, BOŻESZ KIEDY TO BYŁO...
Kiedy pierwszy raz mama powiedziała mi, że się przeprowadzamy, nie mogłam uwierzyć. Kiedy jednak powiedziała mi gdzie...jedyne o czym pomyślałam, to, że nigdy w życiu się tam nie wprowadzę. Nie dlatego, że uważałam, że dom jest brzydki, chociaż to też, nienawidzę kwadratowych, a dlatego, że to jest dom moich pradziadków. Nie dość, że w miejscu w którym miałam mieszkać mieszkał mój cioteczny dziadek który był alkoholikiem. To też nie jest najgorsze. Najgorsze w tym wszystkim było to, że mój owy dziadek schodząc pijany po schodach do piwnicy potknął się i zmarł. Leżał martwy kilka dni zanim znalazła go moja babcia. Kiedy pierwszy raz weszłam do domu przed remontem, parsknęłam śmiechem mówiąc, że nie ma mowy nigdy w życiu się tu nie wprowadzę. Ściany pożółkłe, podłogi nie ma, rury ze ścian powyrywane, jakaś stara meblościanka, zimno jak w dupie, okna poniszczone, odrapane wszystko. Ni prądu, ni wody. Kompletna porażka, ale jak to mówią - nigdy nie mów nigdy. Minęły 3 miesiące, mój nowy pokój jest idealny, dom nie jest już kwadratowy, w środku jest nowocześnie i ogólnie bardzo dobrze urządzony. No nic tylko siedzieć w nim i siedzieć. Po raz kolejny przekonałam się, że wszystko może się zmienić i że nie warto mówić, że coś będzie lub czegoś nie będzie. Tak jest też z facetami, kiedy poznając faceta myślisz - "coś między nami będzie" gwarantuję Ci, że nie, nie będzie. Bo rzeczy które nas czekają są nieprzewidywalne i nie ma możliwości byśmy przechytrzyli los bardziej niż on sam na to pozwoli. Dlatego, kiedy pomyślisz sobie - chciałabym to, tamto i jeszcze to, wiedź, że jeśli chodzi o innego człowieka, wszystko i tak potoczy się zupełnie inaczej niż byśmy sobie to wyobrażali. Wcale nie mówię, ze to będzie gorsze, nie będzie gorsze, będzie inne. Więc głowa do góry i staraj się robić to co masz robić i nie zawracaj sobie dupy dziwnymi sprawami. 



Kobiety swoich mężczyzn 


Pamiętasz naszą pierwszą randkę? Spotkanie na przystanku i mój wstyd kiedy pierwszy raz dotknęliśmy naszych rąk. Potem prosiłam byś nie patrzył na moje zdjęcie z gimnazjum w moim mieszkaniu, a Ty śmiałeś się jak nikt i wtedy pierwszy raz przytuliłeś mnie od tyłu. Oparłam głowę o twoje ramie, przecież jesteś ode mnie dużo wyższy, pamiętasz? Tego samego dnia siedzieliśmy na łóżku i tłumaczyłeś mi jakąś głupotę. Z perspektywy czasu już jej nie pamiętam. A potem powiedziałeś, że jestem piękna, wiesz? Rozmawialiśmy kilka godzin, aż położyłam się na twojej klatce i zaraz pierwszy raz się pocałowaliśmy, pamiętam. A wtedy ty uśmiechnąłeś się do mnie i powiedziałeś, że wiedziałeś, że tak będzie. Zaczęliśmy się śmiać. Było fajnie. W pewnym momencie zapytałeś mnie czy możesz mnie pocałować, to była marna zagrywka. Nie zgodziłam się, pamiętasz? A Ty zacząłeś zbierać się do domu, bo miałeś ostatni autobus, lecz zanim wyszedłeś pocałowaliśmy się tak namiętnie, że nasze serca biły jak oszalałe. A potem dzwoniłeś, że uciekł Ci autobus i, że wydałeś pięćdziesiąt złotych na taksówkę, bo nie chciałam Cię puścić. Tego samego dnia rozmawialiśmy przez telefon 3 godziny, z Twoją przerwą na kąpiel. Następnego dnia widzieliśmy się znów, a potem znów i znów. Aż w końcu coś pękło i zerwałeś ze mną kontakt, mówiąc, że nie będę z Tobą szczęśliwa. Przez cały tydzień płakałam tak, że fabryka chusteczek higienicznych nie nadążała z produkcją. I wtedy odważyłam się napisać, okazało się, że leżysz w szpitalu, napisałeś, że teraz wiesz kto był przy Tobie kiedy było źle. Zdenerwowałam się tak, że skakałam ze złości, rozmawialiśmy przez telefon o pierwszej w nocy, mówiłam Ci, że damy radę, a ty głośno mówiłeś, że nic nie rozumiem i śmiałeś się ze mnie. Bolało tak, że stojąc w śniegu o 2 w nocy wykrzyczałam Ci, że jesteś tchórzem. Poszłam do domu i nie czułam się źle. Po dwudziestu minutach napisałeś mi, że jesteś chory, że jesteś po operacji i, że "Kurwa zależy mi na Tobie cholernie. Na tyle by dać Ci spokój byś miała czas dla siebie, a ja nie chciałem być ciężarem. Tyle" Popłakałam się i zadzwoniłam do Ciebie, krzyczałam, że damy radę, pamiętasz?! A Ty dalej twierdziłeś, że nie chcesz być ciężarem. Zdenerwowałam się i powiedziałam..."Dobra, jestem małolatą, nie chcesz małolaty, cześć". A Ty odpowiedziałeś wkurwiony : "Jeżeli jesteś małolatą to zakochałem się w małolacie, cześć". Byłam wtedy najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Jakiś czas później zaczęliśmy się spotykać oficjalnie. Jeździliśmy do siebie i spotykaliśmy się. Twoje sms'y budziły mnie każdego ranka. Twój głos mówił, że kocha i życzy słodkich snów. Mówił, że moja .........
przyjaciółka jest w sam raz na raz i nic was nie łączy i nigdy nie będzie. Potem siedziałam na twoich kolanach kiedy dostałeś wiadomość od niej, że czeka na Ciebie na Facebooku. I siedziałam wkurzona, a Ty przytuliłeś mnie, żebym czuła się taka mała i powiedziałeś, że "Patrycja to tylko przyjaciółka twojej dziewczyny którą kochasz". I całowaliśmy się tak, że prawie spóźniłam się na autobus. Wtedy zaczęliśmy być razem, tak na pełnej kurwie. Była pierwszą dziewczyną która dowiedziała się o nas. Dzwoniłeś, kochałeś i spotykaliśmy się jak tylko to możliwe. Przyszły walentynki, zadzwoniłeś do mnie, przeprosiłeś, że tego dnia nie spędziliśmy razem, mówiłeś, że już kupujesz samochód, że kochasz jak skurwysyn, że będziesz przyjeżdżał częściej i że będzie tak cudownie, jak oboje o tym marzymy. Pomijam naszą pierwszą kłótnie, którą rozpętała Patrycja. Bałam się, że Cię stracę, a Ty powiedziałeś mi, że miłość nie umiera od jednej kłótni. 3 dni później przywitałeś mnie buziakiem w policzek i już wiedziałam co nastąpi. Poinformowałeś mnie, że dziewczyna z którą obecnie cały czas rozmawiasz to właśnie Patrycja, poprosiłam Cię byś mnie przytulił. Przeszliśmy się kawałek przez park Branickich, aż powiedziałam - To koniec? A Ty odpowiedziałeś, że tak. Poszłam w drugą stronę, a Ty w inną. Pierwsze co zrobiłeś to zadzwoniłeś do niej, powiedziała mi kiedy przyjechałam do niej półgodziny później spytać jak to jest sprzedać przyjaźń. Pojechaliście się spotkać i uwierzyła w to, że się nam nie układało. Nie wiem skąd to wziąłeś i po co to było. Byliście ze sobą trzy tygodnie, a potem zostawiłeś ją nie mówiąc ani słowa i stanęła pod moimi drzwiami jak piesek wracający do swojej pani, ale dla mnie to był koniec. Koniec Ciebie i koniec jej. Jak to jest, że chociaż ona mnie nie kocha, jest obecna w moim życiu, a Ty? który podobno kochał, właśnie jesteś w nowym związku? I życzę Ci szczęścia, ale żałuję, tak bardzo żałuję. Wiesz jak żałuję? Jak skurwysyn.
Nie wiem co musiałoby się stać, żebym Cię znów widziała w swoim życiu. Po prostu musiał byś być. Po prostu musiałbyś tu być. A teraz : "Życzę Ci szczęścia", bo pozostało mi żyć dalej, bo chociaż nie wiem na czym stoję, wiem na czym będę stać.



Mieliśmy słodkie chwile, słony pot. 
Dziś mamy kwaśne miny, gorzkie żale.
Szykowaliśmy parę skrzydeł na lot, 
Czy w międzyczasie to coś,
 z nas uleciało kochanie?

Znajdź