::-webkit-scrollbar { background:#fff; width:10px; } ::-webkit-scrollbar-thumb { -webkit-box-shadow: inset 0 0 6px rgba(0, 0, 0, 0.5); background-image: -webkit-linear-gradient(top, #040202 10%, #040202 51%); } ::-webkit-scrollbar-track { }

poniedziałek, 22 września 2014

Kobiety swoich mężczyzn 


Pamiętasz naszą pierwszą randkę? Spotkanie na przystanku i mój wstyd kiedy pierwszy raz dotknęliśmy naszych rąk. Potem prosiłam byś nie patrzył na moje zdjęcie z gimnazjum w moim mieszkaniu, a Ty śmiałeś się jak nikt i wtedy pierwszy raz przytuliłeś mnie od tyłu. Oparłam głowę o twoje ramie, przecież jesteś ode mnie dużo wyższy, pamiętasz? Tego samego dnia siedzieliśmy na łóżku i tłumaczyłeś mi jakąś głupotę. Z perspektywy czasu już jej nie pamiętam. A potem powiedziałeś, że jestem piękna, wiesz? Rozmawialiśmy kilka godzin, aż położyłam się na twojej klatce i zaraz pierwszy raz się pocałowaliśmy, pamiętam. A wtedy ty uśmiechnąłeś się do mnie i powiedziałeś, że wiedziałeś, że tak będzie. Zaczęliśmy się śmiać. Było fajnie. W pewnym momencie zapytałeś mnie czy możesz mnie pocałować, to była marna zagrywka. Nie zgodziłam się, pamiętasz? A Ty zacząłeś zbierać się do domu, bo miałeś ostatni autobus, lecz zanim wyszedłeś pocałowaliśmy się tak namiętnie, że nasze serca biły jak oszalałe. A potem dzwoniłeś, że uciekł Ci autobus i, że wydałeś pięćdziesiąt złotych na taksówkę, bo nie chciałam Cię puścić. Tego samego dnia rozmawialiśmy przez telefon 3 godziny, z Twoją przerwą na kąpiel. Następnego dnia widzieliśmy się znów, a potem znów i znów. Aż w końcu coś pękło i zerwałeś ze mną kontakt, mówiąc, że nie będę z Tobą szczęśliwa. Przez cały tydzień płakałam tak, że fabryka chusteczek higienicznych nie nadążała z produkcją. I wtedy odważyłam się napisać, okazało się, że leżysz w szpitalu, napisałeś, że teraz wiesz kto był przy Tobie kiedy było źle. Zdenerwowałam się tak, że skakałam ze złości, rozmawialiśmy przez telefon o pierwszej w nocy, mówiłam Ci, że damy radę, a ty głośno mówiłeś, że nic nie rozumiem i śmiałeś się ze mnie. Bolało tak, że stojąc w śniegu o 2 w nocy wykrzyczałam Ci, że jesteś tchórzem. Poszłam do domu i nie czułam się źle. Po dwudziestu minutach napisałeś mi, że jesteś chory, że jesteś po operacji i, że "Kurwa zależy mi na Tobie cholernie. Na tyle by dać Ci spokój byś miała czas dla siebie, a ja nie chciałem być ciężarem. Tyle" Popłakałam się i zadzwoniłam do Ciebie, krzyczałam, że damy radę, pamiętasz?! A Ty dalej twierdziłeś, że nie chcesz być ciężarem. Zdenerwowałam się i powiedziałam..."Dobra, jestem małolatą, nie chcesz małolaty, cześć". A Ty odpowiedziałeś wkurwiony : "Jeżeli jesteś małolatą to zakochałem się w małolacie, cześć". Byłam wtedy najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Jakiś czas później zaczęliśmy się spotykać oficjalnie. Jeździliśmy do siebie i spotykaliśmy się. Twoje sms'y budziły mnie każdego ranka. Twój głos mówił, że kocha i życzy słodkich snów. Mówił, że moja .........
przyjaciółka jest w sam raz na raz i nic was nie łączy i nigdy nie będzie. Potem siedziałam na twoich kolanach kiedy dostałeś wiadomość od niej, że czeka na Ciebie na Facebooku. I siedziałam wkurzona, a Ty przytuliłeś mnie, żebym czuła się taka mała i powiedziałeś, że "Patrycja to tylko przyjaciółka twojej dziewczyny którą kochasz". I całowaliśmy się tak, że prawie spóźniłam się na autobus. Wtedy zaczęliśmy być razem, tak na pełnej kurwie. Była pierwszą dziewczyną która dowiedziała się o nas. Dzwoniłeś, kochałeś i spotykaliśmy się jak tylko to możliwe. Przyszły walentynki, zadzwoniłeś do mnie, przeprosiłeś, że tego dnia nie spędziliśmy razem, mówiłeś, że już kupujesz samochód, że kochasz jak skurwysyn, że będziesz przyjeżdżał częściej i że będzie tak cudownie, jak oboje o tym marzymy. Pomijam naszą pierwszą kłótnie, którą rozpętała Patrycja. Bałam się, że Cię stracę, a Ty powiedziałeś mi, że miłość nie umiera od jednej kłótni. 3 dni później przywitałeś mnie buziakiem w policzek i już wiedziałam co nastąpi. Poinformowałeś mnie, że dziewczyna z którą obecnie cały czas rozmawiasz to właśnie Patrycja, poprosiłam Cię byś mnie przytulił. Przeszliśmy się kawałek przez park Branickich, aż powiedziałam - To koniec? A Ty odpowiedziałeś, że tak. Poszłam w drugą stronę, a Ty w inną. Pierwsze co zrobiłeś to zadzwoniłeś do niej, powiedziała mi kiedy przyjechałam do niej półgodziny później spytać jak to jest sprzedać przyjaźń. Pojechaliście się spotkać i uwierzyła w to, że się nam nie układało. Nie wiem skąd to wziąłeś i po co to było. Byliście ze sobą trzy tygodnie, a potem zostawiłeś ją nie mówiąc ani słowa i stanęła pod moimi drzwiami jak piesek wracający do swojej pani, ale dla mnie to był koniec. Koniec Ciebie i koniec jej. Jak to jest, że chociaż ona mnie nie kocha, jest obecna w moim życiu, a Ty? który podobno kochał, właśnie jesteś w nowym związku? I życzę Ci szczęścia, ale żałuję, tak bardzo żałuję. Wiesz jak żałuję? Jak skurwysyn.
Nie wiem co musiałoby się stać, żebym Cię znów widziała w swoim życiu. Po prostu musiał byś być. Po prostu musiałbyś tu być. A teraz : "Życzę Ci szczęścia", bo pozostało mi żyć dalej, bo chociaż nie wiem na czym stoję, wiem na czym będę stać.



Mieliśmy słodkie chwile, słony pot. 
Dziś mamy kwaśne miny, gorzkie żale.
Szykowaliśmy parę skrzydeł na lot, 
Czy w międzyczasie to coś,
 z nas uleciało kochanie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znajdź