Hipertrofia spierdalania
Stoję przed lustrem, niedawno wstałam. Patrzę na swoje niebieskie oczy, to przecież idealne oczy - uwielbiam je. Poniżej nos, troszkę śmieszny, wcale go nie lubię, nie pasuje do mnie. A usta? Mimowolnie się uśmiecham. I wtedy pojawia się to jedno ze zeł gdzie pojawiają się moje nieszczęsne pucki. Figura nie jest zła, troszkę odstający brzuszek, ale zgrabne nogi. Włosy, powinny być dłuższe, ale prostownica zjada końcówki. Czasem myślę, co by było, gdybym ostatni raz patrzyła na swoją twarz, albo gdyby to dzisiejsze szczęście było ostatnim na jakie mogę liczyć. Ostatnie w moim życiu i już nigdy żadne nie miałoby mnie spotkać. W ogóle, czy istnieje coś takiego jak szczęście? Czy może to tylko wyobrażenie ludzi by określić więcej emocji. Może to wyobrażenie z dzieciństwa, z którego nigdy się nie wyrasta? Czy istnieje w ogóle jakaś definicja szczęścia? czy jakiś innych odczuć? Przecież nie możemy ich dotknąć, znaleźć czy dogonić. Jak to jest, że każdy z nas nie ma wątpliwości iż owe emocje istnieje. Czy tak jest też z innymi uczuciami? Z miłością i nienawiścią? Przecież to my decydujemy jakim darzymy drugą osobę. Nie jesteśmy dziećmi, przecież to wiemy,a tylko one bezwarunkowo oddają emocję. Dlaczego śmierć nie jest dla mnie straszna? Dlaczego nie boje się tego, że kolejny raz może się nie udać? Że tym razem lekarze nie zdołają mnie uratować? Gdzie tym razem pojawia się strach?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz