Śpij póki możesz
Zapadł zmrok, zegar wskazuje za 64 minuty północ. Monte stoi gdzieś obok i w sumie łóżko stoi niedaleko. Wystarczy krok, może dwa, wdech, trzy uderzenia serca i śpię. Ale kto mnie zna lepie wie, że nie zasnę. Stoję i tańczę w melodię oddechów. Dam rękę uciąć, że jeszcze ktoś mnie zdenerwuje. Mam ochotę iść na spacer, odetchnąć i zmarznąć, ale jeśli w tym momencie wyjdę, przyjdę rano, wiem to. I będę chora, a nie chce tego, tego i wielu innych rzeczy. Ale jest już późno, a późno to nie znaczy fajnie, bo jutro moje ciężkie pupsko nie będzie chciało wstać. A musi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz