Się nie poczują jak MY
Miłość. Miłość, prawdziwa miłość zaczyna się wtedy kiedy spełnimy jeden warunek, który dzieli się na dwa. Po pierwsze - nie możemy chcieć nic na siłę - potrzeba czasu. Po drugie albo chcecie oboje, albo nie chcecie w ogóle. Nikt na pół gwizdka nie biega, nie skacze do połowy, nie roki kroku na pół metra i nie rysuje obrazka do połowy. Nikt. Nie ważne co będzie przed i czy będzie to nic. Nie ważne jak długo idziemy w dół w końcu ktoś pomoże nam iść w górę. Wiem, mam 17 lat. Ale o uczuciach wiem dużo, obserwuje wszystkie zachowania ludzi będących w związkach i sama potrafię kochać. Co wiem o miłości? To pieprzona choroba. Jeżeli wasza "miłość" przynosi więcej bólu niż szczęścia to nie jest to miłość. Happysad śpiewał, że miłość jest wtedy kiedy jedna osoba spada w dół, a druga ciągnie ją ku górze i coś w tym jest. Naprawdę. Zdarzyło mi się pomylić miłość z zauroczeniem i zwyczajnie to był błąd. Tak było tylko raz. W momencie kiedy miałam 14 lat i spotykałam się z chłopakiem, którego imię zaczyna się na "R". To była pomyłka. Uważam, że miłość nie jest na chwile. Kompletnie nie tak. Gdy serce wybija rytm walczyka to bije go do końca. Wszystko byłoby w porządku gdyby te serce biło w innym tempie. Ale nie bije i nie ma możliwości zmiany. Kiedy byłam z Dawidem nie było mowy o miłości. Kompletnie. Nikt nie wspomniał o miłości, do pewnego spotkania w lasku. I poszło samo. No i pękło coś około rok później. Bo to była miłość, ale jak do brata. I kiedy go widzę, kiedy widzę jego malinowe usta to mam uśmiech od ucha do ucha i wiem, że mogę liczyć na niego tak bardzo, że nie potrafię nawet dobrać słów. I kiedy ktoś pyta mnie czy go kochałam, czy go kocham. Mówię, że tak. Jak brata. A potem powiedziałam, że kocham tylko raz. I byłam pewna i jestem pewna, że tak jest. I każdy nawet po najgorszym rozstaniu kocha do końca życia, jeżeli naprawdę czujemy to uczucie. I bez względu na wszystko co się działo, dzieje i wydarzy na dnie mojego serca brzmi rytm z jego imieniem. Ale go nie ma i rozeszliśmy się z porankiem i pamiętam jak obiecywaliśmy, że cała reszta to chuj tam. I nie raz mam wrażenie, że wspomnienia palą w mordę, ale przestałam się bać i strasznie długo się nie widzieliśmy więc? Z życiem o wszystko gram. I nie reaguje na to co było. To co się działo, zostawiłam dawno temu wszystkie wątpliwości i złości. Nie obiecuję, bo nie chce żałować. I nie napisze nic więcej o tym co było, bo to nie ważne. Wiem, że wszystko da się naprawić, ale trzeba chcieć. A czy ja chce? To chwilowo nie ważne. U mnie jest naprawdę dobrze. Całkowicie dobrze!
Byłam wierna, a teraz pieprze to wiernie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz