Powiedzenie komuś najgorszej prawdy jest jak seks z nieznajomym. W sumie nigdy się nie skusisz.
Nie jestem miła, jak już zakochasz się we mnie lepiej odejdź... może dlatego, że nie potrafię oddać się w całości, ze wszystkimi smutkami, radościami, lękami, strachem, myślami i całą resztą. Albo właśnie odwrotnie...oddaje całą siebie z każdą wadą i zaletą, której ludzie nie umieją ponieść na barkach idąc ze mną za rękę. I tu zdecydowanie nie chodzi o to, że nie jestem zdolna do wyrażania emocji, czasami jestem ponad normę. Zarówno ja i wszyscy dookoła byli inni. Krótko mówiąc życie zmienia człowieka w niewyobrażalny sposób, niezrozumiały dla ludzkich umysłów. Stajemy się zbyt miękcy, albo zbyt twardzi. Może jestem paradoksem? Piaskową skałą pośród domów? Może nie mam kontroli nad tym co czuję. Czasami jedno zdanie zmienia moje podejście do jakiejś osoby. Bo najgorszym dramatem jest bycie nieważnym dla kogoś, kto dla nas figuruje wysoko na liście bliskich. Dlatego kiedy z kimś rozmawiam, oczy mam szeroko otwarte, bo nie da się powiedzieć prawdy z zamkniętymi oczami. Wiem, że kiedy nie potrafię patrzeć Ci w oczy coś się dzieje. Nie wiem dlaczego zaczynam spuszczać wzrok i uciekam gdzieś na drzewa, tak jakbym się bała tego, że przyzwyczaję się do Twojej osoby, a Ty znikniesz jak niejedna osoba, a ja nie będę Cię gonić, bo nauczyłam się, że to prowadzi tylko do zguby. I chociaż jestem sobą silną i w pewien sposób samowystarczalną. Brakuje mi takiego przytulenia z zaskoczenia. Ot tak, po prostu.
Mówisz, że jest Ci wszystko jedno,
bo nie zdajesz sobie sprawy
jak dużo masz do stracenia.
Mówisz, że nie boisz się śmierci,
ale płaczesz jak małe dziecko
gdy przystawiam pistolet do Twej skroni.
Myślisz, że jesteś twardy,
ale to tylko dzięki mnie
czasem niczego się nie boisz.
A potem, kiedy Cię opuszczam
to wszystko to, czego się wyrzekłeś
nagle zaczynasz robić...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz